Stralsund i Morze Bałtyckie z niemieckiej perspektywy

Ostatni weekend wakacji spędziliśmy w Stralsund. W Berlinie dzieci nowy rok szkolny 2021/2022 rozpoczęły w poniedziałek 9 sierpnia. Nas jeszcze nie dotyczy obowiązek szkolny, chociaż Antoni zaczął właśnie tzw. “Vorschule”, czyli odpowiednik polskiej “zerówki” i w tym roku będzie miał po prostu trochę zajęć związanym z przygotowaniem do szkoły.

Była to nasza pierwsza wyprawa nad niemieckie morze. Byłam raz kiedyś po niemieckiej stronie nad morzem Bałtyckim. Była to kilkugodzinna wycieczce ze Świnoujścia, ale jedyne co zapamiętałam z tej wizyty to “bułki ze śledziem” 😉

Tym razem spędziliśmy weekend nad niemieckim morzem i wiele rzeczy mnie zaskoczyło i wcale nie mam na myśli cen, które muszę przyznać są dość wysokie, w porównaniu z polskim morzem nawet dwa razy większe. Bardziej zaskoczył mnie ten wszechobecny ład i porządek.

Samo miasteczko Stralsund jest bardzo zadbane i czyste. Zauroczył mnie piękny historyczny port i zabytkowa architektura starego miasta z kolorowymi domkami. Nie mam tam tych wszystkich straganów z wszechobecnym, święcącym badziewiem, czego nie znoszę w polskich nadbałtyckich miejscowościach, gwarnych ulic z automatami i kulkami, obok których niestety nie da się z dzieckiem przejść obojętnie.

W mieście nie było też budek z fast-foodami i goframi, natomiast były kutry rybackie ze świeżymi rybami podawanymi z frytkami i surówką. A co najfajniejsze, mimo sezonu wakacyjnego i weekendu (!!!) nie było tam w ogóle tłumów.

Poza tym, Stralsund jest bardzo dobrze skomunikowane z resztą kraju. Podróż pociągiem regionalnym z Berlina zajęła nam 3 godziny. Teraz w DeutscheBahn jest taki promocyjny bilet STADT-LAND-MEER-TICKET, który oferuje elastyczną podróż pomiędzy Berlinem, a trzema nadmorskimi miejscowościami Stralsund, Rostock i Wismar. Można nawet rozszerzyć ten bilet o przesiadkę i wybrać się pociągiem na wyspy Rügen i Usedom.

My jak na pierwszą wyprawę pociągiem (tylko we dwoje), spakowaliśmy się tylko w plecaki i zabraliśmy ze sobą rowery – nie mieliśmy dużo w planach.

Zarezerwowałam tylko z wyprzedzeniem apartament blisko plaży i na kilka dni przed przyjazdem kupiłam online bilety do Ozeaneum Stralsund (ze względu obowiązujące obostrzenia w  pandemii liczba miejsc na dany dzień i godzinę była określona, więc wolałam mieć pewność, że uda nam się zobaczyć to miejsce). I to byłoby na tyle z planów, reszta to spontaniczne pomysły, które wpadały mi do głowy w między czasie podczas naszego pobytu nad morzem.

Oczywiście, wizyta w trzecim co do wielkości w Europie akwarium (ustępuje jedynie tym w Lizbonie i w Walencji),  była głównym celem naszej wycieczki. To niemieckie oceanarium zasługuje na dodatkowy wpis, bo na nas zrobiło ogromne wrażenie. Wystawy są interaktywne i bardzo przyjazne dzieciom i przemyca wiedzę nie tylko o Morzu Bałtyckim i Morzu Północym, ale i oceanach na świecie. Ten obiekt został zbudowany z połączenia szkła i metalu w 2008 roku i zlokalizowany jest historycznym porcie miasta.

 

Sam budynek jest bardzo nowoczesny i funkcjonalny, dostosowany do osób z niepełnosprawnością, jak i rodzin z małymi dziećmi. Spędziliśmy tam około 3 godzin i bardzo nam się podobało, znaleźliśmy tam wiele ciekawych informacji, nie tylko o życiu w nadmorskich ekosystemach, ale również o ekologii i ochronie środowiska.

Ozeaneum w Stralsund jest jedną z czterech placówek Deutsches Meersmuseum. Główna siedziba – MEERESMUSEUM jest zamknięte do 2023 roku, obecnie trwają tam pracę modernizacyjne.

Byliśmy na plaży.

Znaleźliśmy całkiem fajne place zabaw w mieście.

Posiedzieliśmy w porcie z widokiem na stary, niemiecki żaglowiec Gorch Fock.

Zjedliśmy kolację na starym mieście w jednej z restauracji z typowo niemiecką kuchnią.

Jednego dnia wybraliśmy się na wycieczkę rowerową na wyspę Rügen, do małej miejscowości Altefähr, aby zobaczyć jak wygląda Stralsund z drugiej strony 😉

W Altefähr byliśmy na plaży z dużym placem zabaw i promenadą oraz w porcie.

W samym miasteczku nie udało nam się dużo pozwiedzać. Będąc w porcie złapał nad dość duży deszcz, więc przeczekaliśmy go w jednej z portowych knajpek, ale tak nam było tam dobrze, że zrobiło się zbyt późno na dalsze zwiedzanie, a nawet powrót rowerami do Stralsund.Załapaliśmy się na ostatni prom w tym dniu, który odpływał o 18:00 i w ten sposób wróciliśmy na drugą stronę.

Przeprawa morzem to jedna z opcji jak można dostać się na wyspę. Są jeszcze dwa mosty łącze ląd z wyspą. Jeden nowowybudowany o nazwie Strelasundquerung o długości ponad 4 kilometrów…

Jest również drugi,stary most wraz z torami kolejowymi i szeroką ścieżką rowerową, którym my jechaliśmy w jedną stronę.

Po drodze, mniej więcej w połowie drogi między Stralsund, a Rügen znajduje się maleńka wyspa Dänholm, a na niej mieści się siedziba niemieckiego Marinemuseum, które odwiedziliśmy. Obiekt ten znajduje się w lesie. Nam szczególnie podobała się zewnętrzna wystawa z dużymi wojennym okrętem, torpedami, kotwicami i helikopterem należącym do marynarki wojennej.

Kolekcja w środku jest mniej imponująca, ale znaleźliśmy kilka ciekawych rzeczy, które zainteresowały też 5-latka. W sumie nie mieliśmy tego w planach, ale okazało się, że to było bardzo dobre miejsce na dłuższy przystanek i odpoczynek.

Podsumowując Stralsund polecam na weekend, tylko wybierając się tam zostawcie gdzieś daleko wyobrażenia o polskim Bałtyku.

Ja osobiście bardzo lubię polskie morze, ale tylko poza sezonem i z dala od popularnych kurortów. Nie umiem odpoczywać parawan, przy parawanie i w tłumie ludzi. Wolę takie małe małe miejscowości, jak tegoroczne majowe odkrycie – Lubiatowo, gdzie do jednej z najpiękniejszych, dzikich plaż mieliśmy jakiś kilometr spacerem przez las, ale było idealnie.

Lubię również maleńkie Międzywodzie w zachodnio-pomorskim, gdzie z Berlina mamy naprawdę niedaleko, ok.3h drogi autem.

Stralsund to była taka nasza pierwsza wyprawa tylko we dwoje i przed wyjazdem zastanawiałam się w ogóle czy brać dla nas rowery, ale to był naprawdę strzał w dziesiątkę. Rowerami wszędzie było nam blisko,a Antek nie narzekał, że go bolą nogi od chodzenia.

Wiem, że pokazałam Wam tylko część Stralsund i mały wycinek wyspy Rügen, ale mam nadzieję, że zrobiłam Wam smaka, bo tam jest jeszcze wiele do zobaczenia 😉

Chciałabym następnym razem pojechać dalej na północ, dojeżdżając do samego krańca wyspy Rügen. Do przylądku Arkona, albo w okolice Parku Narodowego Jasmund i tam zobaczyć Königsstuhl, czyli występujące tam skaliste klify zwane “Tronem Królewskim”. Do najbardziej znanych niemieckich kąpielisk leżących we wschodniej części wyspy, takich jak Binz i Sellin jakoś wcale mnie nie ciągnie.

Jak już mowa o niemieckich wyspach na morzu Bałtyckim to chciałabym jeszcze kiedyś pojechać na Usedom, zwaną po polskiej stronie jako Uznam. Jej niewielka część należy również do Polski. Natomiast największą atrakcją tej wyspy po nimieckiej stronie są Cesarskie Kąpieliska Wilhelma, do których należą trzy uzdrowiskowe miejscowości – Bansin, Heringsdorf i Ahlbeck, połączone najdłuższą, ośmiokilometrową promenadą. Wyspa Usedom to raj dla rowerzystów, gdzie praktycznie całą wyspę można zjechać rowerem, zatrzymując się co jakiś czas na kąpiel czy podziwianie widoków.

Na niemieckim wybrzeżu jest wiele miejsc godnych uwagi, a co najfajniejsze po zachodniej stronie naprawdę jest dużo spokojniej, dlatego niemieckie wybrzeże jest szczególnie polecane dla rodzin z małymi dziećmi.

 

 

Dodaj komentarz