“Rety!Ktoś nowy na placu budowy!” moja recenzja.

Pamiętacie piątkę najlepszych przyjaciół mojego syna z placu budowy?Jeśli nie to przypomnę. Pierwsza książka autorstwa amerykańskiej pisarki Rinker Sherii Duskey “Snów kolorowych, placu budowy” wydana w Polsce przez wydawnictwo Nasza Księgarnia była u nas bardzo dłuuuuugo hitem. Po sukcesie pierwszej, jak tylko dowiedziałam się, że wydawnictwo przygotowuje premierę drugiej, tym razem świątecznej edycji w listopadzie 2019 od razu ją zamówiłam i przed świętami Bożego Narodzenia znowu zawitały u nas przed snem ulubione pojazdy mojego syna. Koparka, betoniarka, spychacz, wywrotka i dźwig w idealnej na ten czas świątecznej scenerii rozgościły się na dobre (recenzja tutaj). Ta zimowa przygoda maszyn z placu budowy nadal jest jego ulubioną książką z tych do czytania przed snem.Nawet mimo panującej wiosny za oknem, nie odpuszcza i domaga się czytania zimowej wersji placu budowy, a ja na pamięć mogę już recytować fragmenty tej książki. Dlatego ucieszyłam się kiedy po kliku miesiącach pojawiła się kolejna część z serii i trafiła w nasze ręce.

„Rety! Ktoś nowy na placu budowy!”

To trzecia już książka tych samych autorów. Kontynuacja przygód dobrze znanych nam maszyn z placu budowy, ale równie dobrze można ją czytać, tak jak i pozostałe z serii osobno. Opowiadanie nadal pozostaje w tym samym klimacie, więc nam bardziej odpowiada do czytania przed snem niż w ciągu dnia.

Oczywiście znowu została przepięknie zilustrowana przez Toma Lichtenhelda. Ilustracje są pełne ciepła i uroku, więc trudno od ich oderwać wzrok, a maszyny zostały umieszczone w ciepłych odcieniach żółci, pomarańczu i czerwonego, więc ponownie robią wrażenie jakby promienie słońca ogrzewały je o każdej porze dnia, co pomaga nam odróżnić pory dnia i nocy oraz czasu na pracę i odpoczynek, czyli sen. Takie spokojne opowiadanie ułatwia też nam wyciszyć się przed snem.

Tylko tym razem, coś z nią jest nie tak, tzn. mój syn kilka pierwszych razy słuchał jej zaciekawieniem, bo wiecie jak to jest. Nowa książka, nowa przygoda znanych bohaterów. Są te same ulubione maszyny, które uwijają się w pocie czoła, ale mają nowe zadanie do wykonania. Tym razem pojawia się problem, bo potrzebują pomocy, więc pojawia się ktoś nowy na placu budowy i dołączają inne pojazdy, aby wspólnie sprostać arcy trudnemu zadaniu. Fabuła oczywiście jest ciekawa i wnosi jakąś naukę. Pokazuje dziecku na czym polega praca w zespole, to co było niemożliwe dla 5 pojazdów, 10 zrobiło na czas, czyli w grupie jest siła i razem można zrobić znacznie więcej niż w pojedynkę. Ale…

…jest jednak coś, co tym razem mnie osobiście nie zachwyciło w tej książce. Mam mieszane uczucia co do tej ostatniej publikacji, bo muszę  przyznać, że ciężko mi się czyta te znacznie dłuższe już teksty. Wierszyki już nie wpadają tak łatwo w ucho i coś z tymi rymami nie do końca się tu skleiło. Myślę, że tłumaczenie wypadło zdecydowanie gorzej niż w pozostałych, co sprawia, że czytanie nie jest dla mnie już przyjemnością, a mojemu dziecku też ciężko jest wysłuchać opowiadania do końca.

Pierwsza część była rewelacyjna i prosta w odbiorze, druga świąteczna miała swój klimat, a co do tej trzeciej…hmm może musimy się jeszcze przekonać?!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *