“Pan Pierdziołka spadł ze stołka…”, czyli o niepoprawnej serii książek dla dzieci.

Tym razem nie mam dla Was żadnej literatury na wysokim poziomie. Są to zebrane w całość wpadające w ucho rymowanki,powatrzanki i śpiewanki,które nawet nie mają swoich autorów. Redakcja wydawnictwa Zysk przed kilkoma laty wydała pierwszy tom Pana Pierdziołki, czyli zasłyszanych powtarzanych z pokolenia na pokolenie wierszyków. Książki z Panem Pierdziołką swojego czasu cieszyły się dużą popularnością na listach sprzedaży.

Dzisiaj pokazuję Wam te książki, bo chciałam zaznaczyć, że takie niegrzeczne wierszyki też czytamy. W Antkowej biblioteczce znajdują się również takie, które dalekie są od literatury pięknej dla dzieci. Przyznaję się, że “od czasu do czasu” czytamy też takie, proste, głupkowate rymowanki w formie rozrywki, bo to muszę przyznać, że z tym Panem od stołka zawsze mamy niezły ubaw.

W każdej z książek istnieje podział na rymowanki, które wypada i niekoniecznie wypada powtarzać na głos dzieciom. Mamy zatem dwa rodzaje wierszyków, w pierwszej części znajdują się bardziej ocenzurowane, w drugiej takie, które zostały nazwane „niegrzecznymi” i oczywiście nie trzeba zgadywać, które bardziej podobają się mojemu dziecku. Notabene ten „o Hitlerze, który w łeb dostał ogryzkiem” jest jego ulubionym.

Niektóre z tych wyliczanek znam z mojego dzieciństwa np. „Ene-due-rabe Chińczyk złapał żabę…”, „Opowiem Ci bajkę, jak kot kurzył fajkę, a kocica papierosa…” pamiętam jak tych uczyła mnie babcia i dzisiaj czytając je, momentalnie na mojej twarzy pojawia się uśmiech i miłe wspomnienia.

Inne znam z podwórka: „Palec pod budkę, bo za minutkę…” czy wpadła „Bomba do piwnicy…” , „Trumf, trumf Misia Bela, Misia Kasia Konfacela”. Kiedyś wszyscy je klepali w koło i nikt nie mówił,że są nieprzyzwoite. Część z nich jest rzeczywiście zabawnych, ale są też takie, które i mnie obrzydzają i tym samym niekoniecznie nadają się do powtarzania na głos.

Ilustracje też pozostawiają wiele do życzenia. Za mną zupełnie nie przemawiają, ale jeśli moje dziecko nie widzi w nich nic strasznego i nie przerażają go te mroczne rysunki, tylko wręcz odwrotnie – poprawiają mu humor, to ja się nie powinnam się czepiać.

Znam opinie na temat tych książek, rodzice nawet na grupie promującej czytanie są podzieleni co do czytania tych książek dzieciom. Ja osobiście nie widzę w czytaniu takich książek nic złego. Też byłam mała i powtarzałam podobne wierszyki, też kiedyś poznałam smak brzydkich słów, które przyniosłam z podwórka czy szkolnego boiska i nie wyrosłam na strasznego łobuza. Tym samym, chcę tylko napisać, że kiedyś wychowywaliśmy się „na dziko”, spędzając całe dnie na podwórku, bawiąc się w podchody ze wszystkimi dziećmi z okolicy, a nasi rodzice nie mieli nad nami takiej kontroli i nie mieliśmy tyle cenzury.

Wiem, że na pewno czasy się zmieniły i kiedyś było bezpieczniej, mniej zagrożeń czekało na nas na ulicy. Dzisiaj tylko chce napisać, że też nie chodzi o to, aby wychowywać dzieci pod kloszem i pełną cenzurą. Jestem zdania, aby nie zabierać dzieciom dzieciństwa i nie doprowadzajmy do tego, żeby tzw. “dzikie” dzieciństwo mogli poznać tylko z książek np. powieści Edmunda Niziurskiego. Wychowując je w poprawnym, sterylnym, a wręcz sztucznym i oderwanym od rzeczywistości świecie, możemy spowodować, że mogą być bardziej podatne na różne patologie w przyszłości.

Uważam, że jeśli mamy dziecku przedstawić też taki nieprzyzwoity świat, to lepiej, żebyśmy zrobili to teraz właśnie w ten sposób – siedząc razem na kanapie, śmiejąc się i rozmawiając o tych głupkowatych tekstach.

Z pewnością za kilka lat, i tak nasze dzieci zaczną przynosić gorsze teksty ze szkoły czy osiedlowego podwórka.

Tak sobie myślę,że jeszcze mogę decydować o tym co mam jemu czytać…ale już z wyborem treści nie jest tak łatwo. Trzylatek już potrafi wyrażać swoje zdanie i opinie. Czasem zbyt dosadnie, buntując się i stawiając na swoim za każdym razem przez płacz i krzyk. Jeśli chodzi o treści książek, to również od kilku miesięcy, on sam decyduje o czym chce słuchać.

Oczywiście decyzję co do czytania takich książek jak te, pozostawiam Wam.

My mamy wszystkie i są one u nas od czasu wertowane. Ja mam dystans do tych ilustracji i niektórych rymowanek. Wiem, że mój syn ma ubaw z tych wierszyków, ale wiem również, że dobrze jest zrobić sobie przerwę od tych książek i wrócić do nich za jakiś czas.

Jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *