Monachium z dzieckiem, czy warto?!

Monachium uważane jest za jedno z najbardziej prorodzinnych miast w Niemczech (podobno). Nie jestem do końca przekonana, może i tak jest, może my byliśmy w Monachium za krótko, bo spędziliśmy tam zaledwie kilka dni. Może pojechaliśmy o złej porze roku – byliśmy w pierwszej połowie marca 2019. Był to kalendarzowy koniec zimy, początek wiosny, ale jak na tę porę roku i zmienną marcową pogodę było całkiem ładnie. Naprawdę sporo spacerowaliśmy po mieście i zwiedzaliśmy. Niestety po spędzonych kilku dniach w stolicy Bawarii mam mieszane uczucia co do jej przyjazności dla dzieci.

Może w tym wpisie znajdziecie spore uproszczenie i mieszkańcy Bawarii poczują się obrażeni, ale takie jest moje subiektywne zdanie: Monachium wcale mnie nie zachwyciło. Nawet teraz, jak myślę o tym mieście, na tym dzisiejszym, podróżniczym głodzie spowodowanym tą całą COVIDową sytuacją, to musiałby mnie ktoś długo namawiać, żebym chciała tam wrócić. Oczywiście do oddalonego o godzinę drogi Günzburga i LEGOLANDU, czy na zwiedzanie baśniowych zamków nad pięknym jeziorami Bawarii mam już w głowie plan (ale wiem, że to na pewno nie w tym roku), ale czy wrócę do Monachium – może kiedyś, ale nie prędko.

Ktoś ze znajomych powiedział “zła pora”!Spróbujcie na przełomie lata i jesieni, aby koniecznie posmakować klimatu Oktoberfest. Ok, zależy kto co lubi. Ale z dzieckiem?!Hmm… poza tym ja fanką ani piwa, ani tych tłustych niemieckich specjałów, nie jestem, więc to słynne, bawarskie święto, tradycyjne stroje i wielki festyn wcale, ale to wcale mnie nie przekonują.

Monachium…od czego zacząć?

Całe miasto zostało bardzo zniszczone podczas II wojny światowej, może dlatego nie ma takiego klimatu. Nawet w dzielnicy Altstadt, czyli w rejonie historycznego Starego Miasta, gdzie pewien układ miejski został odbudowany jakoś nie czuć tego staromiejskiego ducha. Oczywiście jest deptak, który prowadzi do centralnego placu miasta, czyli Marienplatz, na którym znajduje się neogotycki Neues Rathaus (Nowy Ratusz Miasta) i o każdej porze dnia jest tam tłoczno.

Z informacji turystycznych, istotny jest fakt, że na wieżę ratuszową można wjechać windą za niedużą opłatą i na jej szczycie wejść na taras widokowy. Do środka ratusza można również wejść i pospacerować jego korytarzami, a jak kręcą Was takie stare miejsca i książki, to warto również zajrzeć do ratuszowej biblioteki.

Na samym Marienplatz warto znaleźć się o którejś z tych, równych godzin: 11:00, 12:00, 17:00 lub 21:00. Można wtedy obserwować występ na zegarze ratusza. Całe przedstawienie trwa kilkanaście minut. Jeśli szukacie atrakcji typowo dla dzieci, to w budynku Starego Ratusza, który znajduje się tuż obok, możecie zajrzeć do Muzeum Zabawek (Spielzeugmuseum) – my nie byliśmy, woleliśmy pospacerować deptakiem i pozaglądać do sklepów czy księgarń, znajdujących się przy słynnej handlowej ulicy miasta Sendlinger Straße.

Całkiem niedaleko, zaraz za bramą Starego Ratusza, znajduje się inny plac  – Viktualienmarkt. To słynny bawarski plac targowy z maleńkimi sklepikami i knajpkami, które oferują specjały nie tylko z regionu, ale również z innych miast Europy. Na pewno, jest to bardzo kolorowe i gwarne miejsce na mapie Monachium – warte odwiedzenia. Można tam kupić praktycznie wszystkie produkty spożywcze, zaczynając od typowo bawarskich specjałów: wurstów i precli, po sery i owoce morza. W centralnej części placu znajdują się ogródki piwne, ławki i stoliki, a wokół bary szybkiej obsługi. Ten nietypowy market otwarty  jest 6 dni w tygodniu, od poniedziałku do soboty.

Kolejną atrakcją jest park miejski, zwany Ogrodem Angielskim i stanowi on zielone płuca Monachium. Rzeczywiście teren, na którym się znajduje jest przeogromny. Mimo, że spędziliśmy tam pół dnia, to i tak wszystkiego nie zobaczyliśmy. Na jego terenie znajduje się wiele różnych, nietypowych atrakcji, które nijak mają się do stylu angielskiego np. znajdziecie tam chińską wieżę i kopie greckich świątyń oraz słynne, niemieckie ogródki piwne. Przez park przepływają liczne strumyki, które na końcu wpadają do dużego zbiornika wodnego, zwanego jeziorem Kleinhesseloher See.

Można tam wypożyczyć rowery wodne, kajaki bądź łódki i opłynąć jezioro. Na terenie parku jest też kilka całkiem fajnych placów zabaw, więc dzieci znajdą tu również przestrzeń dla siebie. Przez całą długość parku przepływa słynna, bawarska rzeka Izara. A na niej, spotkać można miejskich surferów. Serio!!!Robią oni niezłe show, tym pływaniem na deskach w środku miasta. Zdecydowanie Englischer Garten, to miejsce, które najmilej wspominam z naszej wizyty w Monachium.

Tak jak na początku wspominałam, Monachium mnie nie zachwyciło i wciąż najbardziej będzie kojarzyło mi się z trzema rzeczami: piłką nożną, BMW oraz piwem.

Jeśli myślę o Monachium, to od razu mam skojarzenie z najsłynniejszym klubem piłkarskim – Bayernem Monachium. Mimo,że fanką futbolu nie jestem, ale być w Monachium i nie zobaczyć nowoczesnego stadionu Allianz Arena, na którym gra nasza, rodzima gwiazda – Robert Lewandowski, to byłby grzech, szczególnie jak ma się dwóch chłopaków w domu. “Lewy” uznawany jest za jednego z najlepszych piłkarzy w Polsce oraz w niemieckiej Bundeslidze, więc wizyta na tym stadionie i w sklepie kibica, była dla nas obowiązkowa.

Uwaga!!!Dla najwierniejszych fanów zespołu informacja, że stadion w tzw. dni niemeczowe można zwiedzać z przewodnikiem, tylko oczywiście trzeba za to sporo zapłacić. Za darmo natomiast można wejść i zobaczyć drużynę Bayernu podczas treningu, który odbywa się w ośrodku treningowym przy Säbener Straße (w innym miejscu niż sam stadion!)

Drugim sportowym punktem miasta, który odwiedziliśmy był Park Olimpijski, czyli ośrodek stworzony na potrzeby odbywających się w Monachium Igrzyskach Olimpijskich (1972 roku). Miejsce to dzisiaj jest otwarte dla mieszkańców miasta i służy jako park miejski. Jego dwoma największymi atrakcjami są Stadion Olimpijski oraz Wieża Olimpijska, na której szczycie jest restauracja obracająca się o 360 stopni w przeciągu około 60 minut.

Obie atrakcje można zwiedzać, obie są biletowane. Na tym stadionie wcześniej rozgrywał swoje mecze piłkarskie Bayern. Dzisiaj odbywają się tu koncerty, imprezy oraz rozgrywki sportowe inne niż piłka nożna.

BMW, czyli Bayerische Motoren Werke – motoryzacyjna duma regionu. BMW to rzeczywiście nieodłączny symbol Bawarii i Monachium. Siedziba słynnego koncernu znajduje się obok Parku Olimpijskiego. Odwiedziliśmy oczywiście halę wystawową – BMW Welt.

Można tam obejrzeć najnowsze modele BMW oraz dwóch innych marek, Rolls Royce i Mini Cooper. Na parterze wystawione są modele aut dostępne w sprzedaży, do większości z nich można wsiąść (z wyjątkiem tych najdroższych modeli). Na drugim piętrze, wystawione są motocykle, a na parterze sklep z pamiątkami i sala z atrakcjami dla najmłodszych odwiedzających. W budynku obok znajduje się Muzeum BMW. Oba budynki połączone są mostem. W muzeum poznamy rozwój marki na przestrzeni lat oraz zobaczymy wiele historycznych modeli – prototypów, modeli wyścigowych i motorów. Wejście do BMW Welt jest za darmo, natomiast do muzeum obowiązuje bilet wstępu.

Uwaga!!!Jeśli odwiedzicie najpierw atrakcję w Parku Olimpijskim (stadion lub wieżę) otrzymacie zniżkę na bilety do Muzeum BMW.

Na końcu zostawiam, informacje dla fanów piwa. Stolica Bawarii jest słynna z wielu starych browarów i nic dziwnego, że  odbywa się tu na przełomie września i października znany na całym świecie festiwal piwa, czyli Oktoberfest. Oczywiście nie byliśmy, bo nie ta pora roku, ale czy w ogóle chciałabym kiedyś wziąć w tym udział, raczej nie.

Podczas naszej wizyty w Monachium byliśmy w jednym z najsłynniejszych bawarskich starych browarów Hofbräuhaus am Platzl, chociaż tylko przez chwilę i to mi wystarczy. W środku było tłoczno, głośno i unosił się zapach rozlanego piwa zmieszany z męskim potem. Nic przyjemnego, tym bardziej dla dwuletniego dziecka zdecydowanie nie było to miejsce na popołudniową obiadokolację. Zaraz po wejściu i zetknięciu z tłumem, uciekliśmy stamtąd. Po chwili znaleźliśmy się w jednym z mniejszych browarów Schneider Bräuhaus, gdzie bez problemu znaleźliśmy wolny stolik, a na dodatek mieli kartę dań dla dzieci, a Antek dostał od miłej kelnerki książeczkę z kolorowankami i kredki.

W Bawarii jeśli chodzi o tradycyjne potrawy, na pewno znajdziecie wszystko to, co jest tłuste i nadaje się idealnie do piwa, czyli Obazdy– smarowidła do chleba, Schweinshaxe – ociekająca tłuszczem golonki oraz inne wursty, niczym nie przypominające swojskiej kiełbasy czy najgorszą zupę jaką jadłam (ever) Leberknödelsuppe – czyli rosół z wątrobiano-kartoflaną kluchą (fuuuuu, była naprawdę obrzydliwa). Nie jestem fanką ani piwa, ani tych wszystkich bawarskich, mięsnych specjałów, dlatego kulinarnie Monachium mnie nie zachwyciło. Natomiast Antkowi bardzo smakował klasyczny przysmak śniadaniowy, czyli Kaiserschmarrn – omlet “porwany” z dodatkiem ciepłego musu jabłkowego.

Ja zdecydowanie wolę taki jedzeniowy misz-masz, który znaleźliśmy w jednej z monachijskich, nowych śniadaniowni California Bean (Dachauer Str. 12)

Poza tym, wybierając się do Monachium trzeba wiedzieć, że jest ono bardzo drogim miastem. Jednym z najdroższych miast do życia w Niemczech, oczywiście płace są też tutaj sporo większe niż w Berlinie, ale jeśli chodzi o zwiedzanie to ceny noclegów w hotelach, czy jedzenie na mieście są jednymi z najwyższych w Niemczech. Nie mam, więc żadnych wątpliwości, że w czasie odbywającego się na przełomie września i października Octoberfest ceny rosną tutaj dwu-, a nawet trzykrotnie.

A jak Wam się podoba Monachium?

Byliście?!

Zniechęciłam Was do stolicy niemieckiej Bawarii, czy może jednak chcielibyście odwiedzić?Jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *