Pfauenlinsel, czyli pawia wyspa w Berlinie.

W dzisiejszym wpisie chcę wrócić do tych czasów kiedy “wolno nam było”. Coraz bardziej tęsknię do tego kiedy, wolno nam było podróżować i zwiedzać świat. Niestety dzisiaj mogę tylko pomarzyć, o tym dokąd wybierzemy się, kiedy ta cała pandemia koronawirusa już minie. Niestety, o dalekich podróżach w nadchodzące wakacje wszyscy możemy zapomnieć. Ja po cichu marzę o tym, abyśmy mogli przynajmniej na trochę pojechać do Polski, do ogrodu dziadków, bez żadnej obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny i przymusu siedzenia w domu. Nikt nie wie, jak to dalej będzie rozwijać się i jakie będą wprowadzane działania, aby zatrzymać rozwój pandemii. Czas pokaże. Mam nadzieję, że przynajmniej krótkie, jednodniowe wycieczki w okolicy Berlina będą nadal możliwe.

Wszyscy wariujemy, kiedy teraz wolno nam żyć wolno, lecz tylko w obrębie swojego domu, co najwyżej balkonu. Nam tutaj w Berlinie jest trochę łatwiej, bo władza w Niemczech nie wprowadziła tak wielu restrykcji dla ludzi. Niemcy nie lubią zakazów i ograniczeń, więc nie ma ograniczeń w przemieszczanie się, nie zamknięto lasów, ani parków. W gronie najbliższych osób wypady rekreacyjne są nadal dozwolone. Możemy spędzać czas na spacerze, w miejskim parku czy w lesie, byle tylko zachować bezpieczny odstęp i nie gromadzić się w większych grupach.

Ostatnio w ramach porządkowania zdjęć znalazłam kilka z naszej zeszłorocznej wycieczki na małą zieloną wyspę w Berlinie. Od razu weszłam na stronę wyspy, aby zobaczyć czy jest jakaś aktualna informacją związku z COVID-19 i wszystkie ogrody i parki przy pałacowe w Berlinie, Poczdamie i Brandenburgii pozostają otwarte, z wyjątkiem właśnie tej berlińskiej Pawiej Wyspy. Pfaueninsel ze względów bezpieczeństwa jest zamknięta do odwołania. Szkoda, bo z chęcią wybralibyśmy się tam na spacer. Jak już wszystko wróci do normy, to z pewnością ponownie się tam wybierzemy Na jednodniową wycieczkę z dzieckiem czy bez. Na romantyczny spacer tylko we dwoje również idealnie się nadaje. Zapiszcie sobie to miejsce, warto!

 

Pawia Wyspa położona jest na jeziorze Havel w berlińskiej dzielnicy Steglitz-Zehlendorf i wpisana jest na listę zabytków Unesco jako kompleks pałacowo-parkowy. To mała, urocza wyspa odcięta od lądu, która wielokrotnie zmieniała swoje przeznaczenie. Pierwotnie ziemię tą nabył pod koniec XVIII wieku Fryderyk Wilhelm II Pruski i wybudował na niej wiejski dworek dla swojej kochanki.

W późniejszych latach powstał tam cały szereg kolejnych budynków m. in. Pałac Główny (Schloss Pfaueninsel), Mleczarnia (Meierei), Dom Rycerski (Kavalierhaus), przystań (Fregattenschuppen) dla królewskiej łodzi żaglowej oraz Palmiarnia i Menażernia, w której hodowano pawie i króliki oraz egzotyczne zwierzęta takie jak kangury czy lwy, które później trafiły do berlińskiego zoo. 

Palmiarnia niestety spłonęła w pożarze w 1880 roku i nie odbudowano jej do dziś. Na jej miejscu ustawione zostały kamienne płyty. Od 1840 roku wyspa pozostała niezamieszkana, a od kilkunastu lat została udostępniona do zwiedzania. Większość kompleksu została nienaruszona, dzisiaj można zwiedzać Pałac (wstęp 3 euro) i Mleczarnię (2 euro) oraz spacerować po wyznaczonych ścieżkach, po których beztrosko przechadzają się piękne pawie.

Na wyspę dostać się można jedynie promem, który w sezonie letnim odpływa co 15 minut. Prom odchodzi z przystani obok Wirtshaus zur Pfaueninsel (Pfaueninselchaussee 100, Berlin), a bilet kosztuje 4 euro w dwie strony.

Zwiedzanie wyspy (normalnie!) możliwe jest w sezonie od kwietnia do października (tylko w weekendy) na stronie Pruskich Pałaców i Ogrodów Berlina i Brandenburgii znajdziecie więcej informacji o możliwościach zwiedzania tego miejsca.

Berlin pewnie nie wielu osobom kojarzy się z takimi miejscami jak to, ale prawda jest taka, że jest tu bardzo dużo przyrodniczo ciekawych miejsc. W Berlinie jak i w całej Brandenburgii jest naprawdę wiele lasów, jezior i plaż, które są tłocznie oblegane przez mieszkańców miasta w słoneczne dni. Ja cały czas zachwycam się tym, że mieszkając w prawie 4 milionowej aglomeracji miejskiej, nawet upalne lato nie jest takie straszne, kiedy w ciągu kilkunastu minut możemy znaleźć się w lesie lub nad brzegiem jeziora i poczuć się jak na Mazurach.

 

Otaczająca przyroda daje nam dużo możliwości spędzania wolnego czasu w mieście. Niektóre z miejsc już odkryliśmy i mamy swoje ulubione, w wielu jeszcze nie byliśmy. Ja co i raz zapisuje sobie kolejne miejscówki na jednodniowe wycieczki, chociaż sama nie wiem jak długo jeszcze tu będziemy i czy wszystkie zdążymy zrealizować. Jedno jest pewne tegoroczne wakacje spędzamy w mieście!Będzie okazja, aby lepiej poznać Berlin i Brandenburgię, a więc moja lista „must-see” jest już w gotowości.

Jeśli nie czytaliście wcześniejszego wpisu o jeziorach w Berlinie to polecam zajrzeć tutaj. Pisałam o tym, co można robić w upalne dni w Berlinie z dzieckiem, więc dla tych co spędzają wakacje w mieście, może ten wpis być przydatny. Poza tym, znajdziecie tam wzmiankę o berlińskim jeziorze Wannsee, do którego zatęskniłam po obejrzeniu serialu – Unorthodox na Netflixie. Kto nie oglądał, to polecam – świetnie sfilmowana stolica Niemiec. Serial opowiada o ortodoksyjnej społeczności żydowskiej mieszkającej w Nowym Jorku i dziewczynie uciekającej z do miasta wolności – Berlina.

Taki właśnie jest Berlin – różnorodny, otwarty, tolerancyjny i pełen wielu możliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *