“Tatu und Patu…” i ich szalone maszyny.

W czasach dzisiejszego KORONA kryzysu chcę pokazać Wam książkę fińskich autorów Aino Havukainen i Samiego Toivonena, która przedstawia 14 zwariowanych maszyn. Wszystkie zostały zaprezentowane z humorem, chociaż wiem, że w obecnej sytuacji pandemii wirusa COVID-19 nikomu z nas nie jest do śmiechu.

Po pierwsze, aby nie zwariować w tym nie łatwym dla nas wszystkim czasie, postaram się pokazywać więcej książek dla dzieci,ale nie obiecuję, bo nie wiem jak dalej rozwinie się sytuacja i ile jeszcze dokładnie potrwa cała akcja #zostanwdomu. W Berlinie na 5 tygodni zamknięto wszystkie przedszkola i szkoły, ale rzeczywiście jak długo zostaniemy w domu tego nikt nie wie. Ten czas, to na pewno będzie nie lada wyzwanie dla mnie, dla mojej rodziny i dla nas wszystkich żyjących w jednej społeczności.

Wracając do książek, to mam dzisiaj dla Was propozycję o genialnych maszynach, które skonstruowali dwaj trochę dziwaczni bracia Tatu i Patu. Są w niej urządzenia, które mogłyby wymyślić tylko dzieci, ale uważam, że  niektóre z nich są naprawdę w swojej prostocie świetne i z pewnością odnalazłyby zastosowanie i w naszej codzienności. Znajdziemy tam praktyczne pomysły, które mogłyby ułatwić codzienne życie nie tylko dzieciom, ale także nam rodzicom.

Jako pierwsza w przeglądzie cudownych maszyn prezentuje się „Die Guten-Morgen Maschine”, czyli poranna maszyna, do której mały człowiek jedynie co musi zrobić po przebudzeniu to wejść do jej środka, a cały rytuał poranno-śniadaniowy, od przygotowania śniadania, po mycie zębów i przebieranie się odbywa się samo. Czyż nie ułatwiłoby nam wszystkim to codziennych ciężkich poranków?Jak dobrze znamy te niekończące się negocjacje z naszym dzieckiem, które nie chce się ubrać i wymyśla co chce zjeść na śniadanie i w jakim kolorze miski zje może musli, a może jednak kanapkę, a na koniec buntuje się bo nie chce umyć zębów.

Świetnym rozwiązaniem jest również maszyna, która odrzuca wszystkie nielubiane składniki z przygotowanego posiłku. Kto z rodziców tego nie zna i nie ma przerabiał tematu wiecznie nowych fobii jedzeniowymi?Nam zdecydowanie przydałaby się taki automat, bo u nas upodobania do jedzenia zmieniają się jak kalejdoskopie. Jeszcze wczoraj “pan brokuł” był najlepszym smakołykiem na talerzu, a dzisiaj już jest “bleeee” nie lubię.

Na następnej stronie znajdujemy kolejne świetne rozwiązanie dla wszystkich dzieci, które nie lubią pod czas kąpieli moczyć uszu ani oczu. Znacie ten problem?!U nas jest ostatnio faza i krzyk “tylko głowy nie” (nie myjemy)!!!Dlaczego?Bo piana szczypie w oczy!!!Tak jak nigdy nie szczypała, teraz szczypie, a nie zmieniliśmy środka do mycia. No cóż, rozwiązaniem w tej sytuacji były taki ochronny kołnierz, który osłania oczy i uszy podczas mycia głowy i zapobiega dostaniu się szamponu do oczu podczas spłukiwania. Jak widać na załączonym poniżej obrazku Tatu i Patu znaleźli też inne dla niego zastosowania.

Hitem dla mojego dziecka byłaby maszyna do tworzenia kałuż w słoneczne dni. Przecież dzieci uwielbiają taplać się w błocie i nie ominą żadnej z kałuż i właśnie w czasach drastycznego ocieplenia klimatu i mniejszych opadów przydałaby się im maszyna do ich tworzenia.

W książce mamy również dziwaczną „maszynę do tworzenia włosów”, która wykorzystuje suszarkę do włosów i tubkę kleju, aby zapewnić zwiększone owłosienie pod pachami lub na klatce piersiowej, czyli dzięki takiemu gadżetowi mogą zostać spełnione marzenia niejednego małego chłopca, który chciałby wyglądać tak jak tata ;-).

W tej nietypowej publikacji znajdujemy jeszcze wiele innych gadżetów, które są bardziej i mnie prawdopodobne, ale kto wie może niedługo właśnie będą miały codzienne zastosowanie. Są tam okulary wielofunkcyjne, zaopatrzone między innymi w poduszki ochronne, kalendarz i parasol. Jest też kamizelka ratunkowa, która zapobiega zgubieniu się w tłumie czy czapka z mocowanym kluczem na głowie, dzięki której unikamy problemu wiecznego poszukiwania kluczy (coś dla mnie).

Taka “kluczoczapka” ma zalety i wady. Oczywiście dzieci wracające ze szkoły w takich czapkach mogą być lepiej widoczne dla kierowców, a w domu można za jej pomocą np. kroić chleb. Natomiast w czasie burzy lepiej z niej nie korzystać, bo ściąga pioruny.

Jeszcze zwrócę uwagę na ten gadżet, który przydałby się każdemu dziecku w nocy. “Der Gespenster-Vertreiber”, czyli samodzielnie wykonany odstraszacz duchów z latarką i ząbkami czosnku na kiju. Ciekawe czy u nas też miałoby rację bytu?!

No dobra, niektóre maszyny, rzeczywiście są odjechane, ale niektóre całkiem serio chciałbym dzisiaj mieć w domu. Np. taką “Die Schüttel- Kugelwelt”, dzięki której można byłoby przenieść w czasie i przestrzeni. Dzisiaj każdy chyba chciałby przenieść się gdzieś poza to, co się dzieje tu i teraz. Wystarczyłoby włożyć głowę i można byłoby znaleźć się nad morzem czy w górach. Dzisiaj tęskniąc nie tylko za dalekimi podróżami, ale za swobodnym wyjściem na ulice, a moje dziecko na plac zabaw, ten wynalazek wart byłby miliony. Czy i Wam nie przydałaby się taka kula do teleportacji umysłu?!

Polecam tą książkę, bo w ten trudny dla nas wszystkich czas, kiedy powinniśmy zostać w domu możemy przenieść się z dziećmi w pełną humoru odkrywczą podróż. U nas od kilku tygodni ta książka jest hitem. Zaglądamy do niej często, co i raz odnajdując nowe szczegóły. W Niemczech dostępne są również inne części z tej serii „Tatu und Patu…” m.in. o szalonych zawodach i o szalonym przedszkolu.

Sprawdzałam w Polsce i niestety na dzień dzisiejszy nie ukazała się żadna z nich (wielka szkoda), ale dla tych, którym się spodobała informacja jest taka, że tekstu jest w niej niewiele, więc spokojnie można ją zdobyć w wersji obcojęzycznej i tłumaczyć dzieciom. Tym bardziej, że cała istotna treść książki i tak kryje się w obrazkach i ich szczegółach.

“Tatu und Patu und ihre verrückten Maschinen” dedykowana dzieciom powyżej 4 roku życia. Młodszym również przypadnie do gustu ze względu na bardzo duże, kolorowe ilustracje.

Polecamy!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *