Przedszkole w Niemczech – nasze realia zebrane w jednym wpisie.

W tym tygodniu w przedszkolu Antka mieliśmy Elterncafe, czyli spotkanie rodziców wraz z dziećmi i pracownikami przedszkola przy herbacie, kawie i ciastku. Jak sama nazwa wskazuje spotkanie odbywało się w zorganizowanej specjalnej na to wydarzenie przedszkolnej Cafeterii, a sprzedaż ciast prowadziły dzieci pod okiem opiekunów. Postanowiłam podzielić się moimi wrażeniami po tym wtorkowym spotkaniu i napisać coś więcej o niemieckich standardach przedszkolnych, które obowiązują w berlińskim przedszkolu mojego syna.

W naszym przedszkolu dyrekcji bardzo zależy na tym, aby rodzicie brali czynny udział w organizowanych przez nich wydarzeniach i angażowali się w życie przedszkolne. Co i raz odbywają się popołudniowe spotkania, na których oczekuje się od nas – rodziców nie tylko ich obecności, ale czynnego udziału. Często jesteśmy proszeni o przygotowanie czegoś do jedzenia czy picia lub przyniesienie ze sobą produktów, które posłużą do wspólnego zrobienia posiłku. Na tablicy w szatni permanentnie wiszą jakieś “listy chętnych”, na których rodzice mogą wpisywać swoją “dobrowolną” chęć udziału w danym wydarzeniu. Wpisując się na listę, zazwyczaj musisz zaznaczyć, co przyniesiesz ze sobą lub w czym możesz pomóc pedagogom.

W ubiegły wtorek mieliśmy zimowe spotkanie tzw. Elterncafe podczas, którego odbywała się sprzedaż ciast. Rodzice, którzy wcześniej zdeklarowali chęć upieczenia ciast przynieśli je ze sobą, a dzieci wraz z opiekunami prowadzili sprzedaż tych słodkości w formie przedszkolnej kawiarenki. Dodatkowo serwowana była kawa i herbata. Wszystko można było nabyć za symboliczne 1 euro. Pieniądze były zbierane na nowe książki, gry, płyty CD i zabawki dla dzieci, a samo spotkanie miało służyć integracji całej społeczności przedszkolnej. Tak też było.Całkiem miło i przyjemnie spędziliśmy wtorkowe popołudnie.

Placówka, do której uczęszcza Antek to “normalne”, państwowe niemieckie przedszkole. W Berlinie istnieją również prywatne przedszkola, ale jest ich bardzo mało. W Niemczech w ogóle rzadkością (nawet w dużych miastach) są przedszkola prywatne. Przeważają przedszkola państwowe, które tylko wyróżniają się od siebie stosowaną pedagogiką. Tym samym jest tutaj bardzo dużo, naprawdę dobrych państwowych przedszkoli, które opierają się na metodach M.Montessori, Rudolfa Steinera – pedagogice waldorfskiej czy przedszkoli typowo leśnych – Waldkindergarten, gdzie dzieci całe dnie spędzają na zewnątrz.

W każdym bądź razie, jeśli chodzi o wybór przedszkola to my nie mieliśmy żadnego.Sytuacja z wolnymi miejscami w przedszkolach w Berlinie od kilku lat jest tragiczna. Wciąż brakuje wolnych miejsc, a rekrutować do tych wybranych trzeba nawet z 2-3 letnim wyprzedzeniem (najlepiej zaraz po urodzeniu dziecka).

Antek chodzi do takiego przedszkola, które na pierwszym miejscu stawia potrzeby dziecka. Dużą wagę przywiązuje do samodzielności oraz mocno angażuje rodziców w życie przedszkolne – tak najprościej opisałabym to miejsce.

Rzeczywiście w naszym przedszkolu w ciągu roku organizowanych jest dużo dodatkowych spotkań dla rodziców w godzinach popołudniowych. Są to tzw. Elterncafe albo Bastelnachmittag, czyli popołudnia z majsterkowaniem i rękodziełem. Tego typu spotkania rodzicielskie planowane są przez pedagogów z 2-3 tygodniowym wyprzedzeniem, a informacja o nadchodzącym wydarzeniu wywieszana jest na tablicy ogłoszeń oraz przesyłana pocztą elektroniczną. Oczywiście wraz z informacją o spotkaniu pojawia się “lista chętnych” 😉

Dla przykładu, na jednym z takich spotkań w ubiegłym roku wykonywaliśmy koszyki tzw. Osterkörbchen, które później służyły dzieciom do szukania wielkanocnych jajek w ogrodzie przedszkola. W grudniu wspólnie z innymi rodzicami i dziećmi dekorowaliśmy pierniki i robiliśmy dekoracje świąteczne.

A oprócz tych spontanicznych inicjatyw w przedszkolu organizowanych jest wiele wydarzeń, które na stałe są wpisane w kalendarz przedszkolnych imprez. Co roku na wiosnę w przedszkolu odbywa się Kindertrödelmarkt – pchli targ, na którym głównie dzieci sprzedają swoje używane rzeczy. W ten sposób zbierają pieniądze na nowe zabawki czy inne swoje potrzeby. W lato w ogrodzie przedszkola organizowany jest Sommerfest, a na jesieni wieczór przy ognisku – Fauerabend.

Nie wspominając już o zwykłych zebraniach – Elternabend, na których obecność jest obowiązkowa bo poruszane są wszystkie organizacyjne i formalne sprawy związane z opieką nad dziećmi. Zebrania dla rodziców organizowane są dwa razy w ciągu roku i naprawdę nie wypada na nich nie być.

Jeśli spojrzę w przedszkolny kalendarz to rzeczywiście sporo się dzieje w ciagu roku, ale wiedząc wcześniej można sobie to wszystko zaplanować. Spotkania dla rodziców odbywają się w godzinach mocno popołudniowych, a udział w nich jest dobrowolny. Jeśli nie możesz wziąć udziału, to nie wpisujesz się na listę i tyle. Chociaż niemieccy rodzice nie mają z tym problemu i chętnie biorą udział w większości tych wydarzeń. Często przychodzą we dwoje, a nawet przyprowadzają starsze dzieci, te które chodzą już do szkoły. Kiedy żaden z rodziców nie może przyjść przysyłają dziadków czy babcie w tej kwestii są naprawdę dobrze zorganizowani. Mnie osobiście bardzo podoba się to niemieckie podejście do angażowania rodziców, a nawet całych rodzin w życie przedszkola. Tak jak mogłabym przyczepić się do kilku innych metod wychowawczych w niemieckim przedszkolu, które nie do końca spotykają się z moim uznaniem, to z tą i kilkoma innymi, które poniżej wymienię w zupełności się zgadzam.

Angażowanie rodziców w życie przedszkola

Same te spotkania przy kawie “po godzinach” to świetny pomysł na integrację rodziców. Nie tylko my – rodzice możemy lepiej poznać innych rodziców dzieci, z którymi nasze dzieci spędzają czas, ale mamy również możliwość wymiany informacji oraz doświadczeń między sobą. Pedagodzy mają możliwość poznania nas – rodziców bliżej i odwrotnie. Dodatkowo my – rodzice mamy lepszy pogląd na to w jaki sposób i z kim spędza nasze dziecko te kilka godzin dziennie w przedszkolu. Mamy okazję poznać bliżej opiekunów, którym zaufaliśmy na początku i powierzyliśmy opiekę nad naszymi dziećmi. To oni na codzień przecież wychowują nasze dzieci.

Grupy mieszane wiekowo 

W przedszkolu Antka jest grupa żłobkowa, do której chodził od początku (dzieci w wieku 0-3 lata) oraz grupy przedszkolne, gdzie są wymieszane dzieci w wieku od 3 do 6 lat. Wszystkie dzieci bawią się razem i spędzają cały dzień razem. Tutaj przyznam, że na początku mnie to szokowało. W Polsce to rzadkość i z reguły mamy grupy przedszkolne mocno posegregowane wiekowo tj.3-latki, 4-latki, 5-latki itd. Jak się okazało w rzeczywistości takie grupy mieszane mają bardzo dużo plusów. Dzieci rozwijają się dużo szybciej w grupie mieszanej wiekowo. Małe dzieci uczą się dużo więcej, podpatrują i naśladują te starsze, a starsze też dużo zyskują wcielając się w rolę przewodników dla tych młodszych. Dzieci w grupach mieszanych chętniej współpracują ze sobą, pomagają sobie nawzajem, nie ma w tych grupach rywalizacji. Poza tym młodsze znacznie szybciej uczą się samodzielności, która w niemieckim modelu wychowawczym jest tak szalenie bardzo ważna.

Adaptacja 

O naszej adaptacji do przedszkola pisałam tutaj . O długim procesie adaptacji tzw. modelu berlińskim przez którego fazy przechodziliśmy na początku naszej przygody z przedszkolem możecie poczytać w fachowej literaturze. U nas się sprawdził i jestem wdzięczna za to ile czasu i wyrozumiałości dla mnie i mojego dziecka poświęciły opiekunki tego przedszkola. Serio!!!Trwało to długo, ale opłacało się. Antek ogólnie nie ma problemu z chodzeniem do przedszkola, a wręcz przeciwnie bardzo lubi spędzać tam czas.

Jak już wspomniałam są również kwestie, które mniej mi się podobają w niemieckim systemie edukacji. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że to może wynikać z różnic kulturowych i ogólnie przyjętych przeze mnie stereotypów – matki Polki. Kiedy to pewne rzeczy mnie mocno rażą, a dla niemieckich rodziców i dyrektorów nie stanowią żadnego problemu.

Brak ograniczeń

Po pierwsze w niemieckim przedszkolu dzieci często biegają bez kontroli i należytej opieki, żeby nie powiedzieć biegają “samopas” ale niestety często tak właśnie to wygląda. Dzieci przez cały dzień robią to, co im się podoba i na co mają ochotę. Chcą malować – malują, chcą majsterkować – mają młotki czy inne narzędzie do “dłubania w drewnie” na wyciągnięcie ręki, chcą przelewać wodę – eksperymentują i zalewając siebie i wszystko dookoła. Mają ochotę w biegać w deszczu i bawić się w w największym błocie – oczywiście, że to robią. To rodzice mają zapewnić im odpowiednie ubieranie czy wystarczającą ilość odzieży na przebranie, bo drzwi do przedszkolnego ogrodu są cały czas otwarte – niezależnie od pory roku czy panujących warunków pogodowych na zewnątrz. Kombinezony, spodnie przeciwdeszczowe czy kalosze to “must have” każdego przedszkolaka, a jeszcze najlepiej takie, które są “łatwe w użyciu”, czyli takie, żeby dziecko samodzielnie potrafiło je założyć.

Z drugiej strony do końca może to nie jest takie złe, bo nikt chyba nie lubi być ograniczany w żaden sposób, a tym bardziej dzieci. Dzieci mają tutaj wybór, mogą robić to czym w danej chwili chcą się zajmować. Nie ma przymusowych drzemek i zajęć np. taniec, rytmika, angielski, w których muszą brać udział bo rodzic za nie przecież zapłacił. Teraz już wiem, że między innymi dlatego dzieci w Niemczech tak chętnie chodzą do przedszkola.

Jednak to co mnie najbardziej przeraża, to fakt, że w niemieckich przedszkolach częściej niż w polskich mają miejsce takie tragiczne przypadki jak zaginięcia dzieci czy ostatnio utonięcie dziecka w rzece, które miało miejsce podczas wycieczki przedszkolnej. Przerażające są takie informacje, ale niestety takie wypadki zdarzają się częściej tutaj w Niemczech.

Zabawa na naukę przyjdzie jeszcze czas

Drugą kwestią, która budzi we mnie sporo kontrowersji to, że w niemieckim przedszkolu dzieci mają się przede wszystkim bawić. Nie ma żadnego programu edukacyjnego, który realizują podczas tych kilku lat w przedszkolu.Nawet starsze dzieci, które przygotowują się do pójścia do szkoły nie mają typowej edukacji przedszkolnej opartej na podręcznikach czy zeszytach ćwiczeń. Niemieccy wychowawcy twierdzą, że naukę liter, liczb i dni tygodnia przyjdzie jeszcze czas.

Oczywiście zdaje sobie sprawę, że nie w każdym niemieckim przedszkolu jest tak samo. Bardzo dużo zależy od konkretnego przedszkola, sposobu zarządzania i osób w nim pracujących. Są różne przedszkola i różne modele wychowawcze, w Polsce również i tak samo niemieckie przedszkola różnią się między sobą jak i polskie. Jednak muszę przyznać, że rozmawiałam już z kilkoma osobami i wszystkie potwierdziły, że niemieckie placówki naprawdę lubią angażować rodziców w życie przedszkolne, może dlatego, żeby same miały mniej pracy 😉

Ciekawa jestem jak jest w przedszkolach Waszych dzieci?

Czy Wy jako rodzice angażujecie się chętnie w życie przedszkola?

Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej o niemieckich przedszkolach i metodach wychowywania dzieci w Niemczech to polecam ciekawą książkę, w której poruszony został temat niemieckiego modelu wychowania dzieci „Achtung baby”. Napisała ją Sara Zaske – amerykanka, matka ekspatka, której dzieci wychowywały się przez kilka lat w Berlinie. Recenzję tej książki dla rodziców znajdziecie tutaj

 

Dodaj komentarz