„Hej, Przedziadku!” – książka o wspaniałych relacjach pewnego dziadka z wnukami.

Dawno mnie tu nie było z książką. Z Nowym Rokiem mam trochę nowości, ale również i staroci – takich “z drugiej ręki”. Mam nadzieję, że uda mi się sukcesywnie dodawać książkowe wpisy, bo w styczniu książek na półce u nas sporo przybyło. Książek przecież nigdy za wiele. Czytamy codziennie, a czasami nawet te same pozycje po 10 razy dziennie. Nic nie poradzę. Taki etap i jak wszystkie pozostałe kiedyś miną. Teraz narzekam, a kiedyś pewnie za tym będę tęsknić. Ostatnio Antoni ma takie dni, kiedy te zapomniane, serio te, które zdążyły okryć się kurzem w szafie wracają do łask. Po długiej nieobecności w domu (nie było nas prawie 3 tygodnie w tym okresie świąteczno-noworocznym) również te mniej lubiane tytuły odzyskały swoje względy i cieszą się u niego ogromną popularnością. Czytamy ostatnio namiętnie wszystkie “Kicie Kocie” od wyd. Media Rodzina i “Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt” wraz z “Rokiem w lesie” – obie pięknie zilustrowane przez Emilię Dziubak i na długi czas porzucone, ponownie zyskały jego uznanie.

No dobra, ale dzisiaj napiszę o jednej z nowości. “Hej, Przedziadku” to książka pewnego dziadka i to całkiem sławnego dziadka. Autorem tekstu jest sam Paul McCarntey – legenda muzyki pop i członek zespołu „The Beatles”. Znany na całym świecie muzyk, który napisał teksty do takich światowych hitów jak: „Yesterday” czy „Let it be…” tym razem wraz z kanadyjską ilustratorką z Kathryn Durst stworzył obrazkową publikację dla najmłodszych. To już druga napisana przez niego książka dla dzieci. Jako pierwsza ukazała się powieść przygodowa „High in the Clouds”, która została wydana w 2005 roku (w Polsce również jako „Wysoko w chmurach” przez wyd.Znak). Możliwe, że i na nią przyjdzie czas za jakieś kilka lat, ponieważ według opisu wydawcy przeznaczona jest dla starszych dzieci w wieku 7-10 lat.

Poza tym wcale mnie nie dziwi fakt, że sławni artyści ulegają wydawcom i piszą książki. Czy są dobre, czy nie do końca i tak mają zapewnione miejsce na liście bestsellerów. Inni sławni muzycy, tacy jak: Madonna, Keith Richards (gitarzysta Rolling Stones) czy Bob Dylan również mają na swoim koncie książki dla dzieci. To co mnie skłoniło do zakupu tej książki, to fakt, że Paul McCartney ma niezwykle wyjątkowe i silne relacje ze swoimi dziećmi i wnukami. Dało się to zauważyć na zdjęciach, które widziałam w Glasgow podczas wystawy fotografii Lindy McCartney – pierwszej żony muzyka. Linda uwielbiała uwieczniać sielankowe, rodzinne chwile i zamieniać je w dzieła sztuki. Nie bała się pokazywać bawiących się własnych dzieci w brudnych ubraniach, wygłupiąjącego się Paula, chodzącego po farmie w szlafroku. Widać, że takich beztroskich chwil w ich życiu nie brakowało. Czytałam również jeden z wywiadów po publikacji tej książki, w której sam autor przyznał, że to jego własne doświadczenia w roli dziadka były największą inspiracją do jej napisania. Jego osobiste wnuki nazywają go “Przedziadkiem” (w oryginale “Grandude”), a on sam przekonuje w swojej opowieści, że dzieciom tak naprawdę nie wiele potrzeba, aby zabrać ich w magiczną podróż wykorzystując moc wyobraźni.

W Polsce „Hej,Przedziadku” została wydana przez lubelskie wydawnictwo Tekturka i miała swoją premierę na początku stycznia 2020. Książka jest to bardzo kolorowa, obrazkowa i rzeczywiście skierowana do najmłodszych odbiorców. Tekstu nie ma za wiele,a fabuła skupia się na szczególnej relacji dziadka i jego czterech wnuków, którzy wyruszają w niezwykłą podróż dookoła świata. Postać sympatycznego staruszka zabiera swoich znudzonych “Ancymonków” (w oryg. “Chillers” – tak również nazywa swoich wnuków sam Paul McCartney) z miejsca na miejsce za pomocą zardzewiałej busoli i kilku starych pocztówek.

To dzika, zwariowana, pełna akcji opowieść o latających rybach, szwajcarskich krowach i pędzących koniach, napisana z przytupem. Stworzona nie tylko z myślą o wszystkich wspaniałych prze-dziadkach, którzy szukają czegoś do czytania swoim prze-wnukom, może również posłużyć jako świetna lektura dla całej rodziny!

A ja cieszę się, że udało mi się ją nabyć właśnie teraz przed zbliżającymi się „Dniami Babci i Dziadka”, bo Antoni dołączy ją do własnoręcznie zrobionych prezentów dla dziadków z okazji ich święta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *