“Nie czytaj mi, mamo”, czyli jak i co czytać małemu dziecku.

Jeśli macie w domu dzieci, które nie przepadają za książkami, wolą zabawki niż książki. Nie lubią jak im czytacie, mają trudności z koncentracją, nie potrafią dłużej niż minutę wysiedzieć przy książce, którą wybraliście, to dla Was jest ten wpis. Mam nadzieję, że komuś pomoże moja wiedza i doświadczenie w tym temacie.  Nie uważam się za ekspertkę w temacie książek dla dzieci, ale fakt, że moje dziecko bardzo lubi książki i czytamy ich naprawdę dużo o czymś może świadczyć, dlatego zostańcie i przeczytajcie do końca.

A jak jest u Was?! Czy wasze dzieci lubią wspólne czytanie książek, czy jest odwrotnie? Czy może podczas próby czytania przez Was wybranej książki wyrywają Wam z ręki i wolą przewracać ją po swojemu, po czym szybko się nudzą i biegną do innych zabawek?Jeśli tak jest, to warto może zastanowić się, przeczytać ten wpis do końca, bo może to po Waszej stronie – rodziców leży przyczyna?!

Dzisiaj nie tylko zdradzę Wam jak to było u nas od samego początku z czytaniem książek, ale zrobiłam też zestawienie tych publikacji, które u nas sprawdziły się w przeciągu tych trzech pierwszych lat. A na koniec zostawiłam kilka prostych zasad, o tym w jaki sposób powinno czytać się książki małym dzieciom, aby im się to podobało.

Zacznę od samego początku…

Ja Antkowi czytałam od urodzenia, a nawet wcześniej. Pierwsze książki, a były to fragmenty moich ulubionych bajek z dzieciństwa, czytałam mu jak był jeszcze w brzuchu. Naczytałam się jakiś mądrych książek, że jest to dobre dla mojego dziecka i w ten sposób mogę budować z nim więź emocjonalną. Dlatego czasami brałam do ręki książkę i głośno mu czytałam. Podobno głośne czytanie warto rozpocząć od 4. miesiąca ciąży, ponieważ wtedy dziecko zaczyna odbierać dźwięki z otoczenia. Z kolei w 6. miesiącu życia płodowego rozwijają się u niego komórki mózgowe, a miesiąc później rozpoznaję rytm i melodię naszego głosu. Czy to miało jakiś wpływ na to, że Antek lubi dzisiaj książki nie wiem,ale na pewno miałam szansę już wtedy budować z nim więź, kiedy jeszcze pływał sobie beztrosko w moim brzuchu.

W pierwszych miesiącach po urodzeniu, nie ma co przesadzać z książkami. Myślę, że tak do ukończenia 3 miesiąca życia dziecko tak wiele odbiera bodźców z zewnątrz, że nie potrzebuje dodatkowej stymulacji w postaci książeczek do oglądania, nawet tych kontrastowych czarno-białych obrazków.

Prawdą jest, że noworodki od pierwszego dnia życia widzą, ale bardzo słabo. Nowonarodzone dzieci na początku poznają świat poprzez dotyk i słuch – to te zmysły są u nich najbardziej rozwinięte w pierwszych dniach życia. Pediatrzy mówią, że dziecko zaczyna widzieć „wystarczająco dobrze” w okolicach trzeciego miesiąca życia, tzn. reaguje na światło, na twarze rodziców i na kontrastowe przedmioty ustawione na wprost oczu. Ostrość widzenia (tak jak u dorosłych) zaczyna się dopiero po ukończeniu pierwszego roku życia.

Dlatego w Antkowej biblioteczce pierwsze książeczki kontrastowe, a nawet nie tyle co książki, co same karty czarno-białe, czarno-biało-czerwone pojawiły się dopiero po 3 miesiącu życia. Były to proste rysunki z wyraźnymi kontrastowymi przedmiotami, które umieszczałam na wysokości jego wzroku (w łóżeczku, na podłodze gdy leżał na macie na brzuchu). Tak zawężona paleta kontrastowych barw w zupełności wystarczała mojemu maluchowi, który dopiero co zaczął rozpoznawać mamę, tatę, czyli jego cały świat. Sprawdziły się u nas kontrastowe karty “Oczami maluszka” w teczce od wyd.Sierra Madre i zestawy kart kontrastowych od “CzuCzu”.

Później, tak od 6. miesiąca życia pojawiły się u nas książeczki z obrazkami i pierwszymi dźwiękami. Jako pierwsze, proste książki dźwiękonaśladowcze dla Antka wybierałam takie, które miały duże czytelne ilustracje. Świetna była na tym etapie “Księga dźwięków” od wyd.Zakamarki. Jeśli miałabym dzisiaj polecić książeczki z rzeczywistymi zdjęciami w stylu Montessori to byłaby to seria “Maluch odkrywa świat” z wydawnictwa Wilga. Są to wydania o zwierzątkach na wsi, w domu i przedmiotach codziennego użytku, pełne dźwięków i odgłosów, które wydają. Oczywiście służyły one do opowiadania o obrazkach i udzielania przeze mnie odpowiedzi na pytania, które sama zadawałam.

Pamiętam, że w tym okresie Antek również bardzo lubił książkę z ludzkimi twarzami i wypisanymi na nich różnymi emocjami. Dwie z jego ulubionych były “Twarze-Emocje” i “Twarze-Dzieci” od wyd. Tekturka. Bardzo lubił jak stroiłam na zmianę śmieszne i groźne miny próbując naśladować postacie z ilustracji.

Po ukończeniu 8. mięsiąca życia, kiedy zaczął siedzieć, tak wydaje mi się, że od tego czasu aktywniej zaczął uczestniczyć w procesie wspólnego czytania. I nie mam tutaj na myśli podjadania książek, bo to w tym czasie zaczęły dawać o sobie znać pierwsze zęby, a twarde rogi książek przynosiły ulgę, ponieważ dobrze masowały bolące dziąsła. Raczej wspominam ten okres kiedy potrafił siedzieć już stabilnie sam i trzymając małą książkę w ręku sam potrafił przewracać jej strony, a przy wspólnym czytaniu, zaczął zwracać uwagę na moje słowa, na ich rytm i melodię. A co do książek z melodią, nie jestem zwolenniczką książek i zabawek grających, ale polecam jedną bardzo dobrą jakościowo serię książek dźwiękowych “Poznaję dźwięki”. Ukazało się wiele tytułów, m.in. “Vivaldi”, “Mozart”, “Bach”, “Beethoven” czy po prostu “Instrumenty”, “Odgłosy nocy”, jest w czym wybierać, a wszystkie wydane przez YoYo Books.

Te książeczki mają naprawdę realistyczne dźwięki i mają możliwość wymiany baterii, poza tym są w twardej oprawie, więc są “nie do zdarcia” – z pewnością posłużą na dłużej. My cały czas mamy jedną z tej serii na półce. Niedawno z Vivaldim uczyliśmy się kolorów, a nawet pór roku.

 

Na tym etapie pojawiła się u nas szwedzka seria: “Babo chce”, “Binta tańczy”, “Lalo gra na bębnie” od wyd. Zakamarki ze świetnymi ilustracjami Benjamina Chouda – francuskiego ilustratora. O tej serii pisałam w jednym ze wcześniejszych wpisów.

U nas w domu Antek zawsze miał książki w zasięgu swojej ręki. Jeszcze jak raczkował swoje ulubione książeczki miał w małej biblioteczce, którą zrobiłam mu z półki z serii mebli FLISAT (Ikea). Stała ona w jego pokoju i w każdej chwili mógł samodzielnie wyciągać z niej interesujące go publikacje. Nie pamiętam, żeby Antek też jakoś specjalnie niszczył książki, oczywiście zdążały się jakieś pojedyncze akty destrukcji, ale zazwyczaj wyrzucał wszystkie na podłogę, siadał wokół nich i samodzielnie przewracał strony oglądając interesujące go szczegóły. Dbałam o to, żeby w tym okresie większość książek, które trafiały w jego małe ręce były to tekturowe, solidnie wykonane wydania.

Następnie tuż przed jego pierwszymi urodzinami zaczęły pojawiać się w jego biblioteczce książki z różnymi dodatkowymi “gadżetami”. W tym czasie mój starszy niemowlak lubił wszystkie egzemplarze z okienkami do otwierania, klapkami do podnoszenia, dziurkami do wsadzania tam paluszków czy z ruchomymi elementami do przesuwania rączką. W tym czasie pierwszym, a sprawdziły się u nas książki ze stronami i elementami o różnych fakturach, czyli wszystkie nietypowe książki. Takie, które otwierały się inaczej, albo były rozkładane w postaci „harmonijki”, albo miały inną strukturę w środku, lusterko lub wystające elementy, które można pociągnąć, przesunąć i coś dodatkowo wydarzyło się. Tak, to był czas tych interaktywnych książek i namacalne odkrywanie “perełek” w niej ukrytych. Książki tego typu nie tylko stymulowały zmysł wzroku i dotyku, ale również wpływały pozytywnie na rozwój motoryki małej –  były to pewnego rodzaju ćwiczenia na koordynację wzrokowo-ruchową (oko-ręka), która jest szalenie ważna w rozwoju dzieci. Nasze ulubione z tego okresu to: cała seria “Przesuń paluszkiem”. Polecam szczególnie “Kiedy słońce wstaje” i “Na nocnym niebie” – obie od wyd.Wilga, “Kto zjadł Biedronkę?”  “A co to?” i “Oto jest ogród” francuskiego autora Hectora Dexeta –  wszystkie trzy to tzw. książki z dziurą od wyd. Mamania,

Antkowi podobały się też “Bardzo głodna gąsienica “, “Pajączek” Erica Carle od wyd.Tatarak, które przez długi czas były u nas hitem oraz cała seria z dziurami i ruchomymi elementami od wydawnictwa Egmont Akademii Mądrego Dziecka i “Pierwsze słowa”. Niektóre z nich służą nam do dzisiaj.

Gdzieś pomiędzy pierwszym, a drugim rokiem Antkowi zaczęły podobać się publikacje z tekstem, ale wciąż musiałam je przekładać na jego język. Nie mogłam pozwolić sobie na czytanie wprost tekstu, chciał abym opowiadała go. To jeszcze nie był czas na wierszyki i rymowanki. Zastanawiam się czy taki czas kiedyś nadeidzie, bo mamy wiele książek z bajkami i wierszami znanych polskich poetów takich jak: Brzechwa, Tuwim, które wydawały mi się, że go zaciekawią bo są rymowane i łatwo wpadają w ucho, ale Antek ich nie lubi. Dużo bardziej podobają mu się wszystkie obrazkowe wyszukiwanki. Mieliśmy kilka tytułów z niemieckiej serii “Sachen suchen” od Ravensburger. Tekstu do czytanie nie ma w nich za wiele, ale pod krótkim opowiadaniem zostały wyróżnione osoby czy przedmioty, które należy odszukać przyglądając się uważnie głównej ilustracji.

Około 2. urodzin miało miejsce prawdziwe “sfokusowanie się” na obrazkowe książki tzw. picturebooki. Nie było w nich żadnego tekstu, a historie musiałam wymyślać sama i opowiadać dziecku przygody bohaterów na podstawie obrazków. Przez długi czas królowały u nas tylko te obrazkowe rozkładanki, na ich kolorowych stronach wiele się działo. Przerobiliśmy wszystkie części Ulicy Czereśniowej, “Miasteczko Mamoko”, “Rok w lesie”, “Rok w przedszkolu”, “Pociągi” i “Samoloty” Stephana Lompa i kilka niemieckich obrazkowych wydań typu: Mein Grosse Wimmelbuch, Mein buntes Wimmel-Abentauer czy Die Torte ist Weg The Tjong-Khing.

Antek czasami jeszcze lubi do nich wracać.

Po drugich urodzinach mojego dziecka zaczęłam szukać książek, który sprzyjałyby rozwojowi mowy. Antek za dużo sam jeszcze nie mówił, więc w nauce pierwszych słów pomagała nam logopedyczna seria “Pucio…” z wyd. Nasza Księgarnia. To książki do nauki nie tylko pierwszych słów i prostych zdań, ale również zasad gramatycznych. Seria o PUCIU liczy już 5 części i rośnie razem z nami. W podobnym czasie zaczęliśmy przygodę z “Jano i Wito” i poznaliśmy “Kicię Kocię” (Media Rodzina).

W tej miękkiej serii zakochaliśmy się. Można powiedzieć, że obydwoje, bo w końcu były to książeczki, które miały wystarczająco tyle tekstu, że mogłam normalnie czytać mojemu dziecku, a nie opowiadać o tym co się dzieje na obrazkach. Z serii o Kici Koci mamy chyba wszystkie na półce. Antek bardzo je lubi. O tej kotce i jej rodzinie ukazało się mnóstwo tytułów wszystkie poruszają życiowe tematy, a dla młodszych dzieci wydane zostały małe tekturowe książeczki o “Kici Koci i Nunusiu”, którego starsza siostra uczy korzystać z nocnika lub jak należy się zachować. Media Rodzina wraz z autorką Anitą Głowińską wydała również dużą serię książek w twardej oprawie z okienkami. Do tej pory ukazały się trzy tytuły: “Kicia Kocia i Nunuś. Bardzo fajna rodzina”, “Gdzie jest szczurek?” i “Kto mieszka w lesie?” – wszystkie do czytania i wyszukiwania.  Nam najbardziej jednak podobają się te krótkie, pojedyncze opowiadania, które świetnie sprawdzają się do czytania zarówno w ciągu dnia, jak i na dobranoc.

Przed 3. urodzinami Antka zaczęły interesować go wszystkie tematyczne książki. To był okres, w którym moje dziecko zaczęło się na poważnie fascynować wszystkimi pojazdami, autami, samolotami, maszynami budowlanymi i wozami strażackimi, więc tylko takie książki mogliśmy czytać. To był ten czas kiedy nakazywał sobie czytać nawet po 5 razy z rzędu te same strony dotyczące np. “Placu budowy” jednej z nienawidzonych przeze mnie serii Mądra Mysz.

Pamiętam jak Antkowi nie nudziły się one wcale, a ja nie mogłam już ich znieść, a na dodatek nie mogłam go przekonać do żadnych innych książek, tylko w kółko to samo. Fascynacja wozami strażackim, samolotami pociągami nie minęła. Trwa nadal, ale nie męczy mnie już czytaniem w kółko tego samego. Sięgamy po inne, w których jest więcej tekstu opisane jest co się dzieje i odpowiadają na proste pytania dotyczące świata jego zainteresowań. Tym samym, polubiliśmy z niemiecką serię dla juniorów: Wieso?Weshlab?Warum? od Ravensburger.

Z czasem przyszedł czas na książki i gry edukacyjne, które pomagają nam w nauce kolorów, kształtów, poznawania literek i cyferek. Tutaj polecam serię trzech książek: “Poznaję Świat.Liczby 123”, “Litery ABC” i “Kolory” z wydawnictwa Zielona Sowa. Bardzo ładnie wydane, które służą nie tylko nauce liczenia, ale pomagają poznawać kształty cyfr, liter, rozpoznawać kolory, przeciwieństwa i różnice.

Dzisiaj mój syn ma skończone 3 lata i sam wybiera książki, które chce, żebyśmy razem czytali. Aktualnie zapoznajemy się ze serią, która stworzyła Gunilla Bergström o przygodach Alberta Alberstona wyd. Zakamarki, w której jest już dużo więcej tekstu. O tej serii napiszę na pewno oddzielny wpis, bo jest zabawna i zainteresowała mojego trzylatka.

Dzisiaj wspólne czytanie jest już naszym codziennym rytuałem. Zazwyczaj czytamy przed snem. To jest taki czas dla nas, przytulamy się i czytamy. Wierzę, że to pomaga mojemu dziecku wyciszyć się i spokojnie zasnąć. Nie ma pamiętam u nas wieczoru bez książki, zawsze stosik leży przy łóżku. Dzisiaj sam decyduje co będziemy czytać przed snem. Zdarza nam się czytać też w ciągu dnia,ale zazwyczaj w dni wolne. Często łapie go jak sam siada przy swojej półce z książkami i przegląda w skupieniu różne publikacje. Często przebiega z książką w ręku i woła: „Mama czytamy!!!”.

Cieszę się, że repertuar książek w jego biblioteczce zmienia się, tak jak zmieniają się jego zainteresowania.  Dzisiaj interesują go książki, które mają już więcej tekstu i które mogę w końcu „czytać”, tak nareszcie czytać, a nie opowiadać. Ale dla mojego trzylatka nadal nie może być tekstu zbyt wiele, bo szybko się denerwuje i nie jest wstanie wytrzymać do końca czytanej strony i sam zaczyna je przerzucać. Wtedy wiem, że ta książka jeszcze musi poczekać. Chowam ją do szafy z myślą, że spróbujemy za jakiś czas. Książek w domu mamy dużo. Antkowa biblioteczka mieści się dzisiaj na 4 półkach, często zmieniam ich zawartość, tak żeby miał wybór. Dzisiaj podobają mu się książki, które pomagają zrozumieć świat i niosą ze sobą jakiś morał. Opowiadają o życiu ludzi, opowiadają o emocjach i uczuciach. Lubi takie, które opisują otaczający go świat, ale też takie, które rozwijają wyobraźnie i poczucie humoru. Na bajki, baśnie i dłuższe epopeje jeszcze przyjdzie czas.

Na koniec, chciałam zostawić kilka prostych zasad dotyczących czytania dzieciom, czyli:

“Jak czytać, a jak nie czytać dzieciom książek?”

Po pierwsze…

małym dzieciom powinno się OPOWIADAĆ, a nie czytać książki. To szalenie ważna kwestia przy tych najmłodszych, które nie potrafią jeszcze skupić uwagi na dłuższych wypowiedziach. Słuchając czytanego tekstu małe dziecko, po prostu nudzić się i nie wytrzymuje do końca strony, nawet jeśli nam się wydaje, że są to tylko dwa, trzy krótkie zdania. Sama nieraz łapałam się właśnie na tym, że tak łatwo można zepsuć tę z pozoru prostą czynność jakim jest czytanie. Dlatego z mniejszymi dziećmi polecam zacząć od OPOWIADANIA książek w znanym ich języku. Nie ma sensu czytanie całego tekstu, wystarczy wspierać się tekstem i ilustracjami.

Po drugie…

przy opowiadaniu używać słów, które dziecko jest w stanie powtórzyć – czyli wyrażeń dźwiękonaśladowczych. Często zamiast auto mówiłam „brum”, a zamiast koparki, używałam jego określeń: „ała” co oznaczała “kopara”. Mojemu Antkowi jak był młodszy też podobało się kiedy czytałam powoli, okazywałam emocję poprzez mimikę twarzy i zmianę głosu.

Po trzecie…

to wybierać książki dopasowane do wieku i zainteresowań dziecka. Trzeba pamiętać, że to co nam dorosłym się podoba, niekoniecznie musi podobać się naszemu dziecku. Nie raz się na tym też złapałam. Mnie bardzo podobało się jakieś wydanie, a Antkowi niekoniecznie. Tak jest nie tylko z książkami, więc nauczona doświadczeniem dzisiaj pozwalam mojemu dziecku, aby samodzielnie decydował. Często pytam: Co dzisiaj czytamy?Jakie książki na dzisiaj wybrałeś?

Dzieci potrzebują zachęcenia do wspólnego czytania i opowiadania.Moje dziecko lubi kiedy podczas czytania robię pauzy i dopuszczam go do głosu, może wtedy dodać coś od siebie. Zadowolony, chętnie odpowiada wtedy na pytania, które prowokują do wskazania odpowiedzi paluszkiem. Obserwuję jak Antek lubi naśladować dźwięki i powtarzać słowa, ale nigdy nie zmuszałam go do wspólnego czytania, jeśli nie ma ochoty to nie czytamy. Czasami, sam zamyka książkę, odkłada i mówi „nie czytamy”. Szanuję to. Daję mu wybór, to szalenie ważne, szczególnie dla takiego buntującego się trzylatka, który teraz wszystko “chce sam” robić i o wszystkim decydować. Ostatnio w księgarni też sam buszował po półkach i umówiliśmy się przed wejściem, że może wybrać tylko dwie. I co wybrał, tylko takie, które jemu się podobały, a mnie już niekoniecznie, no cóż… wzięliśmy. Czytamy!

Myślę, że wdrożenie tych kilku prostych zasad przyczyniło się do tego, że moje dziecko dzisiaj tak lubi czytanie książek i mam nadzieję, że tak mu już pozostanie, a ja będę miała o czym tutaj pisać.

“Czytam dziecku codziennie, co najmniej 20 minut dziennie”. Dwadzieścia minut to nie jest dużo. Jest to hasło promocyjne fundacji “Cała Polska czyta dzieciom” wspierającej rozwój głośnego czytania i ja pod tymi słowami podpisuje się obiema rękoma i tym samym zachęcam wszystkich do czytania dzieciom, bo to bardzo ważne dla ich prawidłowego w rozwoju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *