Majowy wypad do Barcelony – co warto zobaczyć w mieście.

Trochę czasu potrzebowałam, aby przygotować ten obszerny wpis o Barcelonie. Możliwe, że ktoś z Was właśnie planuje wypad do stolicy Katalonii, więc przekazuje tutaj trochę informacji o mieście. Opisałam najciekawsze atrakcje – czyli to, co warto zobaczyć, a czego należy unikać w Barcelonie (oczywiście według naszej subiektywnej oceny). Na koniec zostawiłam też dla Was kilka przydanych adresów restauracji i lodziarni, czyli naszych kulinarnych odkryć.

W stolicy Katalonii spędziliśmy 6 dni, a dokładnie długi weekend majowy, który w Niemczech w tym roku przypadał na ostatni tydzien maja. Z Berlina do Barcelony polecieliśmy samolotem. Podróż trwała 2 godziny i 40 minut. Natomiast z lotniska w El Prat do dzielnicy Poblenou, w  której mieszkaliśmy, dotarliśmy bez problemu komunikacją miejską – zajęło nam to jakąś godzinę. Sieć linii metra i autobusów w mieście jest dość dobrze rozwinięta, dlatego podczas naszych wędrówek po mieście najczęściej wybieraliśmy te środki transportu. Należy wziąć pod uwagę, że poruszając się po mieście z dzieckiem w wózku nie na wszystkich stacjach metra są windy. Dlatego momentami było ciężko, bo musieliśmy dzwigać wózek i Antka z całym jego inwentrarzem po schodach. Po kilku takich podejściach, wybieraliśmy nawet dłuższy spacer, a z komunikacji miejskiej korzystaliśmy w ostateczności. Chodziliśmy dużo, ale my z tych co lubią spacery, a Barcelona to miasto idealne do spacerowania.

Mieszkanie wynajęlismy w dzielnicy Poblenou tuż przy samej plaży Platja del Bagatell i tutejszej mniejszej Rambli. Samo Poblenou to dzielnica poprzemysłowa, a na jej ulicach nadal czuć klimat małego miasteczka, które niegdyś nie należało do Barcelony. Jest dzielnicą polecaną dla rodzin z dziećmi bo jest tutaj dużo spokojniej niż przy Barcenoletcie, a w jej granicach znajduje się wiele parków, placów zabaw i knajp “family friendly”. A odległość do ścisłego centrum też nie jest daleka.

My mieszkaliśmy bardzo blisko lokalnej Rambli, więc dobre knajpki, kawiarnie i sklepy mieliśmy tuż za rogiem, a od długiej piaszczystej plaży dzieliła nas tylko jedna ulica. Na plaży w ciągu dnia też było mniej tłoczno niż na słynnej Barcelonecie w centrum miasta. Każdego dnia docenialiśmy tą bardzo dobrą lokalizację naszego apartamentu. Szczególnie wtedy kiedy rano w drodze na plażę wstępowaliśmy po pyszną kawę i pieczywo do jednej z piekarni na Rambli. Z takim śniadaniem szliśmy na jeszcze pustą plażę. Hiszpanie raczej nie należą do tych osób, co lubią wcześnie wstawać, a turystów w maju nie było jeszcze tutaj, aż tak wielu. Poza tym w Barcelonie byliśmy tuż przed głównym sezonem, temperatury powietrza oscylowały około 22 stopni, więc dla nas i Antka była to idealna pogoda zarówno na plażowanie, jak i wędrówki po mieście.

Podobno mówi się, że Barcelony się nie zwiedza, tylko smakuje i my to powiedzenie wzięliśmy sobie do serca. Bo przez te kilka dni w mieście jedliśmy dużo. Oj tak, jedliśmy naprawdę dużo pysznych rzeczy i to nie tylko świeżych owoców i warzyw, które kupowaliśmy u sympatycznej Pani w lokalnym bio warzywniaku przy naszej Rambli del Poblenou. Ale gościliśmy też w restauracjach na mieście, w których zajadliśmy się głównie owocami morza (Antek też), peallą – czyli smażonym ryżem z mieszanką szafranu, warzyw i owoców morza, serwowanym obowiązkowo na dużych żeliwnych patalniach, gdzie porcje dla dwojga były tak duże, że spokojnie wystraczały “na duży głód” całej naszej trójki.Na lunch jedliśmy hiszpańskie bocadillos, duże kanapki wypełnione przeróżnymi dodatkami, a wieczorami chodziliśmy na tapas. Co do słodkości (to moja słabość) to oprócz lodów jedzonych w dużych ilościach, spróbowaliśmy obowiązkowo churros, smażonych na głębokim tłuszczu “pręcików” i maczanych w czekoladzie oraz słodkiego mleka z orzeszków chufa – horchata.

Jak już się przyznałam w Barcelonie jedliśmy dużo, ale kilometrów pieszo dziennie też robiliśmy też robiliśmy sporo. Aplikacje zdrowotne w telefonie liczyły nam codziennie ponad 10 tyś. kroków, więc spalaliśmy te wszystkie przyjęte ponad normę kalorie.

Barcelona, a zwiedzanie z dzieckiem

Przed wyjazdem do stolicy Katalonii oczywiście zrobiłam jakiś minimalny plan na zwiedzanie. Przygotowałam listę głównych atrakcji,które chcielibyśmy zobaczyć, ale nie nastawialiśmy się na intensywne zwiedzanie. Wiedziałam, że dla Antka i tak największą atrakcją będzie piach i woda (czytaj plaża i morze). Poza tym, nauczeni doświadczeniem wiedzieliśmy, że podróżując z dzieckiem można mieć wiele planów, a i tak wyjdzie jak zawsze. I tak z reguły nasze dni w Barcelonie rozpoczynały się i kończyły się na plaży, a popołudnia spędzaliśmy spacerując po mieście.

A to miejsca, które odwiedziliśmy:

Sagrada Familia

Katedra, której nie sposób nie zobaczyć w Barcelonie będąc w stolicy Katalonii. Stoi w centralnej części miasta i jest jednym z najsłynniejszych dzieł Antonio Gaudiego, które nie zostało ukończone za jego życia. Co więcej nie zostało ukończone jeszcze do dzisiaj, bo prace wykończeniowe trawają nadal.Chociaż ostatnio podano już planowaną datę ukończenia katedry i ma być zostać to być w  2026 rok, czyli w setną rocznicę śmierci głównego architekta świątyni. Sagrada Familia jest symbolem nie tylko Barcelony, ale i całego kraju. Wielkość tej budowli jest imponująca, a wszystkie elementy architektoniczne, od fasady poprzez liczbę wież podobno mają mają swoje uzasadnienie w Biblii (chociaż nie wyglądają). Mury i wieże, tak jak i reszta jego dzieł tego twórcy szokują, bo ta świątynia w niczym nie przypomina tradycyjnego układu murów, a tym bardziej kościoła. Jest dość dziwnym stworem, wyglądającym jak zamek z piasku albo jakieś morskie stworzenie. Niezwykła jest też historia tej świątyni, bo podobno jej główny architekt – Gaudi tak naprawdę nie miał żadnych planów na nią. W głowie miał tylko ogólny zarys,a kościół powstawał z dnia na dzień, wedle kolejnych pomysłów mistrza. Pierwsze prace budowy kościoła rozpoczęły się w kwietniu 1882 roku.  Rzeczywiście podziwiając świątynię od zewnątrz, można pomyśleć: co ten artysta miał w głowie?I tego nie wie nikt, on chyba sam do końca nie tego nie wiedział. Sam o sobie mówił, że jego “pomysły mają swoją niepodważalną logikę” i jedyne, co go dziwiło, to to, że nikt wcześniej ich nie zastosował. Jego szalone pomysły były tak drogie, że nie odnajdywały wielu zwoleników a przede wszystkim sponsorów. Na budowę tej świątyni też szybko zabrakło finansów.

Gaudi pracował nad jej budową 43 lata, a 10 ostatnich lat swojego życia poświęcił wyłącznie tylko jej budowie. Zmarł w 1926 roku na jednej z ulicy niedaleko  swojego niedokończonego dzieła. Podobno stał na jednej z odchodzących ulic od bazyliki i spoglądał na nią szukając innej perspektywy. Wszedł na jedną z ulicy odchodzących od kościoła, zagapił się i zginął pod kołami tramwaju trzymając szkicownik w ręku. Architekt nie zostawił projektów, tylko zarysy planów, ale spłonęły one podczas hiszpańskiej wojny domowej. Przez chwilę wydawało się, że mury zostaną zburzone, a dzieło Gaudiego pójdzie w niepamięć, ale po kilkunastu latach władze miasta zdecydowały kontynuować budowę, według wstępnych planów artysty. My nie byliśmy w środku bazyliki. Antek miał gorszy dzień i zniechęciły nas tłumy oczekujących turystów w kolejce do wejścia. Za to podziwialiśmy jej ogrom z zewnątrz i trzeba przyznać, że robi wrażenie. Nawet mimo wystających z każdego jej wierchołka poteżnych dźwigów ta budowla budzi podziw.

Park Güell

To był obowiązkowy punkt na naszej liście. Bo Barcelona to Gaudi. Ale będąc w Barcelonie przez kilka dni z dzieckiem, nie sposób jest odwiedzić wszystkie miejsca związane z Gaudim. Jednego popołudnia  postanowiliśmy wybrać się na spacer do Parku Güell i skupiliśmy się na zwiedzaniu jednego z kultowowych miejsc związanych z Gaudim. Park Güell znajduje się na jednym ze wzgórz Barcelony- oddalonym nieco od centrum. Niegdyś była to kolosalna inwestycja – drugie po Sagrada Familia niedkończone dzieło architekta. Tym razem jednak nie z powodu jego śmierci, ale jeszcze za życia artysty, jego szalony projekt nie znalazł uznania wśród potencjalnych klientów. Historia tego miejsca jest taka, że niejaki Eusebi Güell – barceloński przedsiębiorca spotkał Gaudiego na początku jego kariery i będąc pod wrażeniem jego projektów zfinansował niektóre z nich.

Güell nabył ziemię w Barcelonie z dala od zgiełku miasta, na wzgórzu, wśród śródziemnomorksiej dzikiej przyrody z piękną panoramą na zatokę. Zatrudnił Gaudiego, by zaprojektował osiedle dla niego i innych bogatych przedsiębiorców z Barcelony. Budowa osiedla rozpoczęła się w 1900 roku i nigdy nie została dokończona. Ten projekt Gaudiego był również pełen dziwnych architektoniczne budowli z mnóstwem krętych ścieżek, schodów, mostków i kolorowych domków wyglądających niczym chatki z piernika. W części mieszklanej osiedla zostały ukończone tylko dwie posesje z planowanych sześciedziesięciu. Duży wpływ na niepowodzenie tej inwestycji miała podobno kwestia skomplikowanych i umów wykupu domów oraz słaba dostępność komunikacyjna osiedla. Po śmierci mecenasa osiedle, rodzina według woli właściciela przekazała miastu, które uczyniło to miejsce publicznym parkiem miejskim, odwiedzanym przez rzesze turystów.

Dzisiaj park został podzielony na dwie strefy, płatną i tą do której dostęp jest darmowy. W części płatnej znajdują się trzy główne atrakcje. Pierwsza to Schody Escalina z wielką jaszczurką,które od razu rzucają się w oczy po wejściu do parku od ulicy Olot. Pną się wysoko w górę i prowadzą na taras widokowy,który w zamyśle Gaudiego miał być miejscem przedstawień na wolnym powietrzu i nosić nazwę Teatru Greckiego. Tak w ogóle to Gaudi fascynował się sztuką antyczną i wkomponował w ten właśnie projekt  kolumny przypominające te antyczne – kolumny doryckie, jednak musiał coś w nich zmienić i wnióśł w ich projekt typowe dla siebie wykrzywienia.

Kolumny znajdują się w Sali Kolumnowej Hipóstila – lub inczej Sali Stu Kolumn, tylko w rzeczywistości jest ich tam tylko 86. Obiekt ten w zamyśle Gaudiego miała spełniać rolę targowiska miejskiego. Na dachu tej sali znajduje się taras z najdłuższą ławką świata (110 m) wykonaną w całości z kolorowej mozaiki z potłuczonej ceramiki. Zapomniałam o najważniejszym symbolu tego parku i całej Barcelony – po środku schodów znajduje się pokryta tą samą kolorową mozaiką salamandra – rzeźba wokół, której istnieje wiele legend.

To miejsce może i godne polecenia, ale lepiej przyjść na spacer o poranku lub wieczorem, bo podobno tylko w tych godzinach nie ma już tylu tursytów. Warto wybrać się na spacer po części bezpłatnej parku i spędzić tutaj dłuższą chwilę spacerując tymi krętymi alejkami. To miejsce jest zielone, zadbane i w część rekreacyjnej zostały wkomponowane miejskie place zabaw dla dzieci.  Zdecydowanie odradzamy wizytę w tym miejscu w godzinach południowych. My niestety wybraliśmy się do tego parku w środku dnia i po wizycie mieliśmy mieszane uczucia co do atrakcyjności tego miejsca. Opuszczając Park Güell stwierdziliśmy, że dla tych kilku kolorowych budynków, które lekko skręcającą w stronę kiczu nie było warto kupować biletów wstępu. Tłumy i słońce w samym południu nas mocno zniechęciły. Dobrze, że stamtąd szybko uciekliśmy.

Wracając przez miasto odnaleźliśmy jeszcze kilka słynnych kamienic zaprojektowanych przez Gaudiego, ale nie wchodziliśmy do nich do środka. Dwie najbardziej charakterystyczne znajdują sie przy Passeig de Gràcia – głównej ulicy w centrum miasta. Nie sposób ich nie zauważyć, bo chyba zawsze stoją przy ich wejściu tłumy turystów. Jeden z nich to Casa Batlló, a drugi Casa Milà (La Pedrera) – zwany też potocznie “Kamieniołomem” .

Park Rozrywki Tabidabo

Tibidabo to nazwa szczytu o wysokości 512 m npm, który wznosi się tuż za Barceloną. A u samego jego podnoża znajduje się nietypowe wesołe miasteczko. Jest to jeden z najstarszych na świecie parków rozrywki. Powstał w 1901 roku. I co dla mnie wydało się trochę przerażające wiele oryginalnych, pochodzących z tamtego okresu atrakcji nadal funkcjonuje. I rzeczywiście da się zauważyć, bo całe miasteczko wygląda jak w stylu vintage.

Nie ma tam za wiele nowoczesności, ale jest za to klasyczny diabelski młyn oferujący bardzo dobry widok na całą Barcelonę, czy charakterystyczny czerwony samolot, który już od 1928 roku leniwie kręci kółka dając nie tylko małym pasażerom wrażenie lotu nad Barceloną. Moi panowie skorzystali z tej atrakcji i wyszli bardzo zadowoleni.

Generalnie park oferuje całodniową rozrywkę dla rodzin z dziećmi.  Ale zdecydowanie jest to park rozrywki dla starszych dzieci niż mój niespełna trzyletni Antek. Są ograniczenia wzrostu i z większości atrakcji mogą skorzystać tylko dzieci, które mają powyżej 120 cm. My przyjechaliśmy do tego miejsce, głównie w celach widokowych. Wzgórze miało zaoferować nam piękną panoramę na całe miasto. Oczywiście tak pewnie się dzieje przy bezchmurnym niebie, kiedy my przybyliśmy na samą szczyt pogoda momentalnie się zmieniła. Jeszcze jadąc z miasta kolejką szynową (sam wjazd kolejką może być atrakcją dla dzieci), świeciło słońce, ale chwile po dojechaniu na szczyt nad nami wisiły już cieżkie chmury. Wybierając się do tego tego wesołego miasteczka warto sprawdzić na stronie w jakich dniach i godzinach park jest czynny, bo jest to zależne od pory roku.

Poza głównym sezonem park czynny jest tylko w weekendy, a w tygodniu dostępny jest tylko taras widokowy i pojedyńcze atrakcje. Cena biletów są różne. Nie trzeba wykupować całodniowego biletu wstępu, można kupić bilety na pojedyńcze atrakcje. Małe dzieci o wzroście poniżej 90 cm wchodzą za darmo.

Na samym wzgórzu jest jeszcze jedna atrakcja – kościół, który wznosi się w górze ponad wesołym miasteczkiem to budynek Bazyliki Sagrat Cor. Świątynia jest dziełem katalońskiego architekta Enrica Sagniera i wzorowana była na paryskiej katedrze Sacre-coeur. Jej kopułę wieńczy posąg Jezusa Chrystusa. Kościół jest udostępniony do zwiedzania, wstęp jest bezpłatny, więc jeśli intersują Was takie budynki sakralne to warto.  Można również wyjechać na jedną z wież, skąd widoki na miasto mogą być jeszcze piękniejsze, oczywiście przy dobrej pogodzie. Za tą przyjemność trzeba zapłacić 2 Euro

L’Aquarium Barcelona

Jeśli do Barcelony wybieracie się z małymi dziećmi to Zoo w Barcelonie i Ocenarium to  z pewnością muszą to być obowiązkowe punkty Waszej podróży. My w zoo barcelońskim nie byliśmy, bo mamy dwa duże ogrody zoologiczne w Berlinie, które często odwiedzamy na codzień. Dlatego postanowiliśmy odwiedzić tylko katalońskie akwarium. I tutaj muszę napisać, że to miejsce poleca mój syn. Nie ja go rekomenduje Wam, tylko mój syn. Ja mogę tylko przyznać, że żadne z barcelońskich atrakcji nie zrobiły na moim synu takiego wrażenia, nawet morze i “piach” nie wypadły dobrze w porównaniu do tego akwarium. Wizyta w tym miejscu i szukanie rekinów to był strzał dziesiątkę.

Chociaż mnie to akwarium mocno rozczarowało. Sam budynek, nie należy do najnowocześniejszych, a ekspozycje wyglądały jak wyrwane z lat 90′,  a do tego cena biletu (21 euro za osobę dorosłą) nijak miała się do jakości dostępnych atrakcji w środku. No cóź, ale mój syn był mega zadowolony i dobrze się bawił. Trudno mi określić, co zrobiło na nim największe wrażenie.  Jeszcze nie był wstanie udzielić jasnych odpowiedzi czy najbardziej podobała mu się obserwacja pływających stworzeń morskich?Czy samodzielne karmienie rybek?Czy może świetna zabawa w łodzi podwodnej i przyciskanie setki guziczków oraz niezliczona ilość zjazdów na mini zjeżdzalni, która była szklanym tunelem wypełnionym wodą?Obstawiam, że te dwa ostatnie zajęcia sprawiły mu najwięcej frajdy.

Wzgórze Montjuic

To miejsce, które nam – rodzicom się najbardziej podobało w Barcelonie. Jest to klifowe wzgórze nad morzem, którego szczycie znajduje się wiele atrakcji. Samo wzgórze nie jest wysokie (173 m n.p.m.), ale  oprócz wyjątkowych zabytków można z niego podziwiać widoki na całą Barcelonę. Najważniejszą atrakcją na wzgórzu jest sam zamek Castell de Montjuic. Jest to fortyfikacja z XVII wieku, która wiele razy była zbombardowana w czasach wojny. Do 1960 roku zamek służył Hiszpanii jako więzienie wojskowe. W 2007 roku zamek przeszedł na własność Rady Miasta Barcelony i do dzisiaj mieści się w nim muzeum. Zamek Montjuïc można zwiedzać w środku. Cena biletu do muzeum w zamku to 5 euro za bilet normalny. W każdą niedzielę po godzinie 15:00 możliwe jest wejście na zamek za darmo. My byliśmy tam w tygodniu późnym popołudniem i jakoś nie czuliśmy potrzeby zwiedzania zamku z Antkiem. Przespacerowaliśmy się tylko dookoła specjalną trasą z zaznaczonymi punktami widokowymi. Na samym wzgórzu, znajdują się również piękne parki i ogrody botaniczne w tym  Jardins de Laribal,które znajdują się zaraz obok Instytutu Joana Miro. Ten obiekt również jest otwarty dla tych, którzy intersują się malarstwem i sztuką informacja (bilety wstępu kosztują 12 euro).

Na wzgórzu Montjuic znajduje się jeszcze jedna budowla, która powstała w 1929 roku kiedy Barcelona szykowała się do wielkiej Wystawy Światowej. Jest to pięknie zdobiony Palau Nacional, który do dziś jest siedzibą Narodowego Muzeum Sztuki Katalońskiej (Museu Nacional d’Art de Catalunya). Standardowa cena biletu wstępu to 12 euro, ale istnieją też opcje zwiedzania samego budynku za 2 euro (bez wejścia do muzeum), tylko na sam punkt widokowy, który znajduje się na dachu budynku. Dla zaintersowanych do muzeum można wejść za darmo w soboty po godzinie 15.00 oraz w każdą pierwszą niedzielę miesiąca przez cały dzień.

Najgłównieszą atrakcją tego miejsca są magiczne fontanny – Font Magica. Wieczorami odbywają się tutaj prawdziwe świetlno-muzyczne spektakle. Pokaz trwa pół godziny, podczas którego tryskająca woda jest podświetlana przez kilkadziesiąt rożnych odcieni światła, a w tle leci specjalnie skomponowana muzyka. To widowisko podobno zawsze przyciąga tłumy ludzi (nie tylko turystów), którzy w parach bądź grupach siadają na schodach pod Palau Nacional i oglądają to przedstawienie. Wybierając się na to wydarzenie warto sprawdzić terminarz pokazów, bo w zależności od miesięcy i pór roku są one wyświetlane w różnych dniach i godzinach. Żałujemy, że nie widziliśmy tego widowiska na żywo, niestety nie udało nam się dotrwać do pokazu, który miał się odbyć o 21 ze zmęczonym Antkiem, który usypiał nam na rękach.
Może następnym razem…

A i jeszcze dodam, że na sam szczyt doszliśmy spacerem idąc po schodach od strony miasta, czyli od tego ogromnego ronda i alei Avenida de la Reina Maria Cristina, ale na samo wzgórze można też dojechać autobusem lub wjechać kolejką linową Teleféric de Montjuïc, z której można skorzystać również na standardowym bilecie miejskim. Kolejka startuje z przystanku fioletowej linii metra L2 Paral-lel i sama przejażdzka taką kolejką linową może być dodatkową atrakcją nie tylko dla dzieci.

Na zwiedzanie tego miejsca można spokojnie przeznaczyć cały dzień, jeśli jesteście na dłużej w Barcelonie bo to jedno z najładniejszych miejsc w Barcelonie. My mieliśmy zdecydowanie za mało czasu na to wzgórze i żałujemy, że nie zaplanowaliśmy tego inaczej. Bo nie udało nam się zobaczyć Stadionu Olimpijskiego i wioski Poble Espanyol,które znajdują się na wzgórzu i oba te miejsca są podobno godne odwiedzenia. W Barcelonie Igrzyska Olimpijskie odbyły się 1992 i od tamtego czasu istnieje olbrzymia arena, dzisiaj nie tylko sportowa, która udostępniona jest też do zwiedzania.

A wyżej wspomniana wioska hiszpańska została wybudowana 1929 roku przed słynną Światową Wystawą i jest do dzisiaj jednym z największych kompleksów muzealnych pod gołym niebem. W znajdujących się tam budynkach nadal funkcjonują warsztaty i galerie hiszpańskich rzemieślników. A sama wioska została wykorzystywana do wielu scenografii w filmach, między innymi w oglądać mogliśmy ją w filmie Woodiego Allena Vicky Cristina Barcelona.

Las Rambla

To jedna z najbardziej znanych ulic Barcelony. Długa promenada spacerowa rozciagajacą sie od Placu Katalonskiego do pomniku Kolumba, który znajduje się przy samym porcie. Dla mnie La Rambla to tłumy przechodniów i nic więcej specjalnego (serio!) więc warto skręcić w bok i znaleźć coś bardziej intersującego, tak jak ogromną halę targową Boqueria czy średniowieczną część miasta Barric Gotic.

Gothic Quarter (Barric Gotic)

Warto skręcić z zatłoczonej La Rambli w bok, aby znaleźć się w samym sercu miasta. Barric Gotic, to stare miasto, które nazwane zostało dzielnicą gotycką. Według mnie ta najstarsza część miasta jest najpiękniejszą częścią Barcelony. Można się zakochać w tym starym mieście i w jego skomplikowanym układzie średniowiecznych, wąskich uliczek i przepięknie odrestaurowanych kamienic, w których dzisiaj działają butiki, galerie, kawiarnie i restauracje. Barcelońskie stare miasto jest jednym z największych autentycznych i zachowanych gotyckich założeń miejskich w Europie, a sama dzielnica pamięta nawet wcześniejsze czasy niż średniowiecze. O czym świadczyć mogą znajdujące się tu zabytki z czasów rzymskich, takie jak: fragmenty pierwszych murów miejskich. Oczywiście swój obecny wygląd zawdzięcza odbudowie najbardziej zniszczonych fragmentów i rozległym pracom renowacyjnym, które objęły wiele budynków. W obrębie Barri Gòtic znajduje się również słynny romantyczny mostek, który musiał przeze mnie został obowiązkowo sfotografowany.

Boqueria
To duża hala targowa, na której cieszą się oczy i podniebienia. To istny raj jedzeniowy. Cała gama produktów do spróbowania. Gwar, tłum i zapach suszonej szynki miesza się z zapachem czekolady. Ciekawe miejsce na mapie Barcelony.  To tutaj można zobaczyć kolorowe piramidy świeżych owoców i spróbować świeżo wyciskanych smoothies. Kupić orientalne przyprawy, orzechy i nasiona. Na kolorowych stoiskach wszystko wygląda tak, jakby nie było prawdziwe. Jest tak piękne, że budzi wątpliowści czy jest zjadliwe. Lubię takie miejsca, więc polecam – warto tam zajrzeć i spróbować lokalnych przysmaków.

 

Camp Nou
Jak dla mnie żadna atrakcja, ale mając w domu dwóch facetów to wizyta na stadionie piłkarskim barcelońskiej drużyny była jednym z główniejszych punktów wyjazdu. Zdaje sobie sprawę, że dla niektórych piłka nożna jest jak religia i pewnie dla tych fanatyków stadion FC Barcelona jest jak świątynia,bez której odwiedzenia, nie mogą wyjechać z Barcelony. Na szczęście mój mąż nie jest takim aż fanem piłki nożnej (woli inne sporty), że chłopakom wystraczyło obejrzenie stadionu od zewnątrz, spacer po dużej strefie kibica i zakupy w sklepie dla fanów drużyny.

Ominęliśmy główną atrakcję – stadion i Museum del Barca, chociaż dla chętnych jest oczywiście możliwość wejścia do środka, jeśli w danym dniu na stadionie nie ma meczu. Mi jakoś udało się przekonać mojego męża, który zresztą już kiedyś był na tym stadionie, żebyśmy nie wchodzili na sam stadion. Dzięki temu zoszczędziliśmy trochę euro w portfelu, bo bilety do muzeum i wejście na stadion zaczynają się od 35 euro. Jest to najtańsza opcja, bo są jeszcze droższe, które obejmują tzw. Player Experience, czyli wizytę w szatni, wejście na murawę i zwiedzanie z przewodnikiem. Dla Antka w tym wieku, to też żadna atrakcja, bo jest jeszcze jest za mały na stadiony. Może za kilka lat, jak nauczy się lepiej w piłkę kopać i będzie wiedział, kto to Messi.

To byłoby na tyle, jeśli o podsumowanie naszej wizyty w Barcelonie. Kilka dni to zdecydowanie za mało, aby dobrze poznać stolicę Barcelony. Jest to miasto, do którego chce się wrócić. Są tam miejsca, w którym można się zakochać. Oboje z mężem stwierdziliśmy, że moglibyśmy tu mieszkać. Barcelona jest bardzo przyjazna rodzinom z dziećmi. Jest piękna, czysta i zielona. To miasto, w którym ludzie są uśmiechnięci. Słońce świeci prawie cały rok, na drzewach rosną pomarańcze, a po trawie chodzą papugi.

Dało się zauważyć, że ludziom dobrze się tu żyje. Katalończycy mają ciepłe morze, piaszczyste plaże, sangrię i boskie jedzenie.  Znowu pomyślałam o jedzeniu, ale wspominając Barcelonę nie da się inaczej. Będąc w stolicy Kataloni miałam wrażenie, że ilość knajp jest większa niż w Berlinie.

Na koniec dla tych głodnych zostawiam adresy miejsc, które możemy polecić:

Restauracja Carveceria Catalana – owoce morza, tapas i mini burgery
Restauracja Salamanca – najlepsza paella przy plaży
Restauracja Aguaribay w Poblenau – wegańskie jedzenie, przyjazna dla dzieci
El Tio Che horchateria (w dzielnicy Poblenou) – napój z orzeszków chufa oraz całkiem niezłe lody
Xurreria Trebol– najlepsze churros z sosem czekoladowym
Swiit Ice Cream – najlepsze lody
Bo de B – świeże kanapki przy samej plaży

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *