“Achtung baby”, czyli jak wygląda wychowanie dzieci w Niemczech.

Dzisiaj chciałam Wam polecić dla odmiany książkę dla rodziców, która mnie bardzo zainteresowała.

Achtung Baby to ciekawa opowieść, którą napisała amerykańska matka ekspatka, która przez 6,5 roku wraz z rodziną mieszkała w stolicy Niemiec. Sara Zaske wychowując swoją dwójkę dzieci w Berlinie zauważyła, że niemieccy rodzice bardzo swobodnie podchodzą do wychowania swoich dzieci, czyli zupełnie inaczej niż ona i większość Amerykanów. Ukazała na czym polegają różnice między amerykańskim, a niemieckim modelem wychowania dzieci i co powoduje, że niemieckie dzieci są szczęśliwie, samodzielne i otwarte na świat. Polecam tę książkę wszystkim rodzicom, którzy chcą poznać na czym polega ten fenomen niemieckiego wychowania dzieci. Sama sięgnęłam po tę publikację ,żeby zrozumieć lepiej różnice, które wynikają z uwarunkowań kulturowych.Bo nawet w Polsce mamy nieco inne podejście do wychowania dzieci i systemu edukacji niż obserwuję tutaj. Znalazłam też bardzo dużo odwołań do badań naukowych dotyczących edukacji i psychologii rozwoju dzieci, które dają do myślenia.

Ponieważ nadal jest wiele takich sytuacji, z którymi ja na codzień się spotykam w Berlinie i patrzę ze zdumieniem. Powiecie, że mieszkając półtora roku w Niemczech, powinnam się przyzwyczaić?!Podejście do wychowania dzieci rzeczywiście Niemcy mają inne, a ja dopiero powoli zaczynam rozumieć na czym polegają te różnice. Nie tylko w przedszkolu mojego syna, na ulicy czy na placu zabaw obserwuję sytuację, które cały czas wprowadzają mnie w lekki stan konsternacji. Zauważyłam, że niemieccy rodzice i wychowawcy (bo to samo dzieje się w przedszkolach) po prostu dają dzieciom dużo więcej swobody i wolności wyboru podczas zabawy. Łatwo tę tendencję można zaobserwować na placach zabaw, bo jeśli spotkam tam biegających i krążących rodziców niczym helikoptery ratunkowe nad swoim pociechami to mogę założyć się, że na 99% nie są to rodzice niemieckiego pochodzenia. Jeśli spotkam rodziców, którzy stoją nad swoim dzieckiem przy każdej drabince lub zjeżdżalni i komentują czy ta konstrukcja jest dla niego odpowiednia (czyt. bezpieczna, czy grozi niebezpieczeństwem), to na pewno są to rodzice, którzy pochodzą z innego kraju. Cały czas mnie zdumiewa fakt jak niemieccy rodzice ufają swoim dzieciom i uczą samodzielności od małego. Siedmioletnie dzieci sąsiadów samodzielnie chodzą do szkoły i z niej wracają, przechodząc przez ruchliwe ulice i skrzyżowania miasta, które ma prawie 4 miliony mieszkańców. Często widzę starsze dzieci, które samodzielnie jeżdżą metrem i komunikacją miejską i nikt oprócz mnie nie rozgląda się w koło szukając ich opiekunów. Dzieci często robią zakupy w osiedlowym sklepie i zanoszą je do domu. Naprawdę świetnie sobie radzą i widać, że są szczęśliwe.

Niemieccy rodzice zazwyczaj są bardzo wyluzowani.  Na placach zabaw zazwyczaj siedzą na ławkach, albo w ogóle poza placem zabaw np. w kawiarni po drugiej stronie ulicy i tylko raz na jakiś czas spoglądają na bawiące się swobodnie dzieci. Nie piszę, że to nie jest to normalne, oni po prostu pozwalają na więcej swoim dzieciom. Nie mają tyle obaw i strachu, że coś im się stanie podczas zabawy. Może dlatego, że większość placów zabaw jest naprawdę bezpieczna i dobrze przygotowana. Występujące atrakcje na placach zabaw są dostosowane do wieku dzieci, a raczej do stopniowania trudności w zabawie. Dzięki temu, niemieccy rodzice bardziej ufają swoim dzieciom i oczekują tego, że same będą wstanie ocenić ryzyko niebezpieczeństwa i podejmą właściwą decyzję w jaki sposób mają się bawić. Poza tym rodzice tutaj wierzą, że dzieci w ten sposób uczą się odpowiedzialności i samodzielności w działaniu, która dla nich jest taka ważna.

Wracając do książki, została w niej poruszona również kwestia rodzicielstwa bliskości i podejście niemieckich naukowców do jej stosowania. Temat, który obecnie często przewija się nie tylko w amerykańskich poradnikach dla rodziców, ale znany jest jako metoda wychowania dzieci, w którą wierzą rodzice na całym świecie. Ja też jestem zwolenniczką rodzicielstwa bliskości, którą stworzyli William i Martha Sears, czyli amerykański pediatra wraz z swoją żoną i zarazem pielęgniarką i doradczynią laktacyjną. Natomiast Niemieccy psychologowie twierdzą, że ta teoria przywiązania matki do dziecka przynosi więcej szkód dziecku niż domniemanych korzyści i dlatego w niemieckiej literaturze skierowanej do rodziców znajdziemy zupełnie inne postulaty. Nie spanie z dzieckiem i i pozwalanie na to, żeby dziecko “wypłakało się” kształtuje odpowiednie zachowania już od momentu narodzin.  Niemieccy rodzice wierzą, że wychowanie samodzielnego dziecka to tez nauka jego zasypiania i spania samemu.  Wierzą, że nawet małe dziecko jest wstanie zasnąć samo bez płaczu jeśli czuję się bezpiecznie. Oczywiście badania, badaniami, ale wydaje mi się, że każde dziecko jest inne, a każda matka zna najlepiej swoje dziecko i stosuje własne zasady “złotego środka” zgodne z jej własnymi przekonaniami.

Po przeczytaniu tej książki, zrozumiałam, że system wychowania mojego syna w przedszkolu, oparty na zabawie i jeszcze raz zabawie, nie jest taki straszny.To wszystko ma skutkować tym, że dziecko uczy się samo siebie. Staje się samodzielne i odpowiedzialne. W przedszkolu to dzieci decydują o tym co chcą robić i czego chcą się uczyć. Wychowawcy przyjmują rolę obserwatorów, stoją z boku i mają za zadanie „nie przeszkadzać”, rzadko kiedy interweniują. Nawet w momentach kłótni i sprzeczek, nie wtrącają się i pozwalają na to, aby problem dzieci same rozwiązały między sobą ucząc się akceptowanego w społeczeństwie zachowania. Psycholodzy i badacze rozwoju dzieci są  zgodni, że dzieci w wieku przedszkolnym najlepiej uczą się poprzez zabawę z innymi dziećmi i nie powinno się kłaść wielkiego nacisku na ich kompetencje naukowe w tym wieku. Dlatego, też nie dziwi mnie tak bardzo fakt, że dzieci w przedszkolu mojego syna spędzają praktycznie całe dni na zabawie na dworzu i pogoda naprawdę nie ma dla nich znaczenia. W deszczowe dni taplają się w błocie, w upalne – biegają “na golasa” po trawie oblewając się wodą ze ogrodowego szlaucha i nikomu to nie przeszkadza, że dzieci “kultury nagiego ciała” uczą się już od małego i od siebie nawzajem. W przedszkolnych ogrodach i placach zabaw panuje zasada “róbcie co chcecie”, nie narzuca się dzieciom co mają robić. Wręcz przeciwnie, mogą robić naprawdę wszystko to na co mają ochotę. Myślę, że właśnie dlatego mój syn pokochał przedszkole i bardzo lubi tam chodzić, bo nikt go nie ogranicza, nie nakazuje co ma robić, a czego nie może robić.

To od nas rodziców, przecież tak wiele zależy jak wychowamy nasze dzieci i przyszłe pokolenia. Dlatego książka polecana jest nie tylko rodzicom, ale również wszystkim zainteresowanym przyszłością naszego społeczeństwa.

Poststriptum

W tym miejscu, oprócz książki polecam też ten świetny plac zabaw w Berlinie widoczny na zdjęciach. Plac zbaw z drewnianą konstrukcją smoka tzw. Drachenspielplatz znajduje się w dzielnicy Friedrichschain. To jeden z takich placów zabaw, na którym dziecko za każdym razem może stawać sobie kolejne wyzwania dotyczące wejścia na sam szczyt budowli (tutaj: paszczy smoka). Mój syn jest narazie na etapie wspinania się na jego ogon, ale i tak świetnie się na nim bawi, przezwyciężając  strach i pokonując kolejne przeszkody.

I wrzucam jeszcze jedno zdjęcie książeczek dla dzieci, które upolowałam właśnie przy tym placu zabaw w ramach “sobotniej wystawki” zupełnie za darmo. Te niemieckie wystawki to genialna sprawa 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *