Popatrz “Co to jest?Świat zwierząt” to książka obrazkowa, która jest w duchu Montessori.

Mam dla Was dzisiaj książkę, która jest już u nas w domu od ponad roku, ale cały czas jest w ciągłym w użyciu. Antoś bardzo często do niej zagląda, a ostatnio to nawet stała się jego ulubioną książką zabieraną do przedszkola. W naszym przedszkolu jest to dozwolone. Jedną, niedużą zabawkę lub książkę każde dziecko może ze sobą codziennie przynieść. 

Piszę jak jest u nas, bo wiem, że w niektórych przedszkolach jest to zabronione.  Dobrze, że w naszym przedszkolu nie ma z tym problemu. Bo uważam, że w tym czasie adaptacji, ta właśnie “rzecz z domu” spakowana do plecaka i zabrana ze sobą do przedszkola, ma naprawdę wielkie znaczenie dla dziecka znaczenie. A już w ogóle bardzo się cieszę że zamiast jakiegoś samochodu (oprócz pandy – jego towarzyszki, którą zabiera zawsze i wszędzie), pakuje rano do plecaka też jakąś książkę, którą zabiera ze sobą “do dzieci”.

“Was ist das? Die Tiere” – to mały atlas zwierząt. Pierwsza obrazkowa książka do nauki słów. Jest odpowiednia dla dzieci powyżej pierwszego roku życia. Chociaż myślę, że spokojnie i niemowlaki też będą zachwycone oglądaniem kolorowych zdjęć zwierząt, które znajdują się na jej kartonowych stronach. Z tej serii ukazało się sześć różnych tytułów, przedstawiających najbardziej ekscytujące tematy dla najmłodszych dzieci. Ja kupiłam w zeszłym roku tylko te dwie książeczki z tej serii, które znajdują się na zdjęciu poniżej. O drugiej, tej o pojazdach napiszę w kolejnym poście.

 

Obie książki nabyłam (uwaga!) w niemieckim dyskoncie – w Lidlu. Nie wiem jak jest w Lidl Polska, ale w Niemczech często pojawiają się naprawdę ciekawe książeczki dla dzieci i to za nie duże pieniądze. Te chyba kosztowały niecałe 3 euro i żałuję, że nie wzięłam od razu wszystkich sześciu, które były dostępne. Bo te dwie, które mamy w domu są świetne. Antoś uwielbia je oglądać i z nich korzystać. Poza tym mają mały format, są poręczny, idealne dla małych rączek. Często zabieramy je ze sobą w podróż czy do wózka bo zajmują mało miejsca. Te książeczki bardziej przypominają słowniki obrazkowe dla dzieci niż typowe książki.  Na każdej stronie znadziemy piękne, kolorowe fotografie zwierząt z ich nazwami.

W tej książeczce zostały przedstawione zwierzęta świata w dość rozsądny, uporządkowany sposób. Jest tu podział zwierząt według kategorii na: domowe, dzikie, morskie i lądowe. Dziecko dowie się, które zwierzęta można spotkać w lesie deszczowym, a które żyją w strefie podbiegunowej. Może podział na strefy klimatyczne i taka widza geograficzna to za trudne zagadnienia dla rocznego dziecka, ale ze starszakiem, możemy już wprowadzać takie pojęcia. Mając tą książke w domu dobrze jest też mieć jakiś globus albo mapę i od razu pokazać, gdzie żyją zwierzęta, które spotkać możemy na stronach tej książki. Mój dwuletni syn ma z tym czasie nauki świetną zabawę. Przykleiłam mu na ścianie plakat z mapą świata i bardzo często z niego korzystamy.Antoś nie tylko pokazuje gdzie żyją jego ulubieńcy z książek o zwierzętach, ale też przykleja tam różne naklejki, a czasem zdarza mu się nawet dorysować jakiś “statek” dryfujący po oceanie.


W tym małym atlasie przedstawione zostały też zwierzęta, których chowem zajmują się ludzie oraz zwierzęta domowe.

 

W książce znajdują się też fotografie owadów, pająków i innych małych robaczków, którymi małe dzieci się zachwycają. Mój Antoś nie przejdzie obojętnie obok żadnego robaczka, którego spotka na swojej drodze, więc tym przedstawionym w książce też zawsze wnikliwie się przygląda.

 

Ta książka jest pełna pięknych, kolorowych fotografii zwierząt, które dzieci uwielbiają oglądać. Zdjęcia, które znalazły się w tej publikacji naprawdę są dobrej jakości i cieszą nawet moje oko, więc wcale mnie nie dziwi, że w ten sposób przedstawiony otaczający nas świat zwierząt zachwyca też małego obserwatora.

Przeglądając strony tej książki z obrazkami nie tylko dziecko szkoli percepcję wzrokową, ale też uczy się nowych nazw zwierząt. Rozwija swoje umiejętności językowe. My dzięki tej książce nauczyliśmy się nazw zwierząt, nie tylko po niemiecku z odpowiednimi rodzajnikami – nieszczęsnymi dla mnie: “der”, “die”, “das”, ale też tłumaczyłam Antosiowi wszystkie nazwy na język polski. Dodatkowo na ostatnich dwóch stronach zostały też przedstawione odgłosy, jakie wydają zwierzęta domowe. I napiszę Wam o tym bo to jest dość ciekawe. Niemcy inaczej słyszą jak szczeka pies, czy jaki dźwięk wydaje kogut czy kaczka. Znajdziemy tutaj wyrazy dźwiękonaśladowcze, które zostały przyjęte dla zwierząt domowych w Niemczech i dla przykładu, jest tu kogut, który robi “kikeriki”, pies – “wau wau”, a kaczka “piep, piep, piep”.

Tą książkę obrazkową śmiało mogę polecić dla tych, których dzieci rozwijają się zgodnie z duchem Montessori. Bo w tej książce znajdziemy wszystkie realistyczne fotografie zwierząt. NIE MA FIKCJI. Nie znajdziemy w niej żadnych fikcyjnych ilustracji, tylko rzeczywiste obrazy – fotografie. To jedna z żelaznych zasad pedagogiki Marii Montessori, której metoda wychowania dzieci oparta jest właśnie na realnym przekazie.

Według M.Montessori na półce z książkami nie powinno być żadnych książek opowiadających o przygodach wymyślonych postaci czy prezentujących zjawiska fantastyczne. Ta włoska lekarka i pedagożka, uważała, że umysł dziecka chłonie wszystko dosłownie jak “gąbka”. I z tym w zupełności się zgadzam. Sama obserwuję, że małe dzieci na pewnym etapie swojego rozwoju wierzą we wszystko co im się powie czy przeczyta. Montessori uważała, że małe dzieci nie potrafią jeszcze myśleć abstrakcyjnie czyli używać we właściwy sposób swojej wyobraźni. Odbierają one otaczających je świat, w sposób jakby robiły non stop fotografie. Ich umysł można byłoby pewnie porównać do aparatu fotograficznego z bardzo dużą kartą pamięci. Bo wszystko czego doświadczają zapisują i utrwalają w swoim umyśle. Tylko nie potrafią jeszcze analizować i przetwarzać tych informacji. Nic dziwnego, że Maria Montessori tak wzbraniała się nie tylko od czytania i opowiadania dzieciom fikcyjnych historii, ale też opierała całą swoją metodę nauczania dzieci na realnych przykładach z życia, bez abstrakcji i fikcji.

Temat Montessori nie jest mi obcy, bo jakieś półtora roku temu ukończyłam kurs pedagogiki Montessori dla dzieci w wieku przedszkolnym. A jeszcze przed urodzeniem Antosia czytałam wiele książek, zarówno o wychowaniu dzieci w duchu Rodzicielstwa Bliskości, jak i właśnie o pedagogice Montessori. Obie metody mają wiele wspólnych cech i dlatego początkowo byłam zauroczona obydwoma podejściami do wychowania dzieci. Respektuję koncepcję, którą stworzyła ponad sto lat temu Maria Montessori, bo jest ona oparta na zaufaniu, szacunku i podążaniu za potrzebami dziecka. Nie ma też w niej miejsca na pochwały, nagrody i kar. Ale ze wszystkimi aspektami Montessori nie mogę się zgodzić. Tak jak w całości pozostaję nadal wierna zasadom Rodzicielstwa Bliskości, to niektórych dość “surowych” reguł Montessori nie jestem wstanie się kurczowo się trzymać. Oczywiście pewne zasady z tej metody stosujemy w domu, ale nie wszystkie. Po prostu, z mojego doświadczenia wiem, że metoda Montessori w całości nie jest dobra dla mnie i dla mojego dziecka do stosowania “w całości” domu. Uważam, że Montessori to przede wszystkim system edukacji dzieci, a nie model ich wychowania. Dlatego według mnie możliwa jest do stosowania w całości jedynie w przedszkolach i innych placówkach specjalizujących się w pedagogice Montessori.

Natomiast w wychowaniu dzieci dobrze jest mieć wiedzę na temat różnych metod wychowania. Jednak najważniejsze chyba jest to, żeby tak jak ze wszystkim, zachować swój rozsądek i umiar. Naszego syna, wspólnie z moim mężem wychowujemy postępując zgodnie z własnymi zasadami i przekonaniami. Kierujemy się przede wszystkim głosem serca, podążamy za potrzebami naszego syna, kochamy je najbardziej na świecie, obdarzamy szacunkiem i wspieramy je jak tylko najlepiej potrafimy w jego rozwoju. A w tym wspieraniu prawidłowego rozwoju pomaga nam też znajomość pedagogiki Montessori.

Przede wszystkim dla mnie bardzo pomocna okazała się znajomość faz rozwoju dziecka, umiejętność dostrzegania okresów wrażliwych, sensytywnych bądź inaczej faz chłonności dziecka, o których istnieniu dowiedziałam się dzięki metodzie Marii Montessori. To właśnie włoska lekarka i pedagog jako pierwsza zaobserwowała w ten sposób fazy rozwoju dzieci. Wyodrębniła te okresy wrażliwe u dzieci podczas, których zainteresowanie wybranymi elementami otoczenia jest większe niż pozostałymi. Jest to czas, w których dziecko wykazuje największą gotowość do rozwinięcia konkretnej umiejętności, koncentruje się najbardziej na danej funkcji ciała czy umysłu. Montessori nazwała je okresami wrażliwymi i są to takie etapy w życiu dziecka, w których z wielkim uporem oddaje się danej aktywności. Na pewno to znacie to? Kiedy Wasze dziecko nie chce słyszeć o niczym innym, jest skupione i w pełni oddane danej czynności. Koncentruje się na jednym aspekcie i ignoruje wszystko inne. Przykładowo – kilkakrotnie układa te same puzzle, nie rozstaje się z nożyczkami, powtarza te same kolory i robi to tak często, że zdarza się, że irytuje Ciebie i wszystkich wokół tym swoim uporem. Samo dostrzeżenie tych okresów wrażliwych inaczej też sensytywnych nie jest takie trudne. O wiele trudniejsze jest stworzenie odpowiednich warunków (pomocy, bezpieczego otoczenia) oraz wiedza w jaki, odpowiedni sposób możemy my- rodzice pomóc dziecku w nauce tej danej umiejętności, na której jest tak mocno sfokusowany.

Wy też pewnie zauważanie te fazy chłonności u Waszych dzieci, bo nie trzeba być wnikliwym obserwatorem, żeby je dostrzec. Na pewno udało Wam się zobaczyć jak około 5-6 miesiąca życia wasz maluch przejawia ogromną chęć do samodzielnego jedzenia, używania rączek do chwytania jedzenia czy na późniejszym etapie jego rozwoju sztućcy i szklanki?Tylko pytanie do Was, czy daliście mu szansę wziąć w ręcę jedzenie i naczynia, aby mógł doskonalić umiejętność samodzielnego jedzenia czy karmiliście go łyżeczką?!Albo kiedy około pierwszego roku za wszelką cenę chciał chodzić, podnosić się i wspinać się?Czy umożliwiliście w bezpiecznym otoczeniu mu zdobywanie i doskonalenie tych umiejętności?I nie mam na myśli chodzenie za rączki z dzieckiem, które nie chodzi, czy stawianie dziecka raczkującego w pozycji pionowej i zmuszania go do chodzenia na dwóch nóżkach, bo przecież ma skończony rok i wszystkie dzieci już chodzą. A najwidoczniej Twoje nie bo jeśli jest zdrowe, to nie może jeszcze nie jest w tym okresie wrażliwym, po prostu nie jeszcze na to gotowe. U nas ostatnio np. zaobserwowaliśmy u Antka gotowość na rozpoznawaniem kolorów. Od jakiegoś czasu przejawiał chęć do nauki kolorów, powtarzał sam kolory i dopytywał się o nazwy, widziałam jaki był nad tym skupiony. Wystarczyło,że  wspomogłam go w zdobywaniu tej wiedzy i w ciągu kilku dni nauczył się rozpoznawania kolorów i sama byłam w szoku, że przyszło mu to z taką łatwością. Mogłabym nie podejmować z nim nauki tych kolorów teraz, przecież ma na to jeszcze czas, albo po prostu nie zauważyć tego okresu wrażliwego u niego przecież każdy wcześniej czy później potrafi rozróżniać kolory (no chyba, że ma problem związany z wadą wzroku). W późniejszym czasie też z pewnością nauczyłby się nazywać prawidłowo kolory, ale ta nauka nie byłaby już dla niego taka szybka, łatwa i przyjemna.

To tylko kilka przykładów, ale tak właśnie dzieje się ze zdobywaniem wszystkich umiejętności u dzieci w wieku od 0 do 6 lat (mówieniem, czytaniem, pisaniem, liczeniem itp.). Według Montessori od urodzenia aż do około szóstego roku życia dziecko jest gotowe do szybkiej nauki wielu umiejętności, bez jakiegokolwiek świadomego wysiłku. Czyli nasze dziecko często może nawet nie być świadome, że się uczy, my zresztą też, bo często zadajemy sobie pytanie: “kiedy ono tego się nauczyło?”

My też jako rodzice, często nie jesteśmy wielu rzeczy świadomi, ale warto jest mieć tą wiedzę na temat faz rozwojowych dziecka, którą dzisiaj Wam tu chciałam trochę przybliżyć, bo wtedy będziemy wstanie wspierać w prawidłowy sposób rozwój intelektualny, fizyczny i emocjonalny naszych dzieci. A czy to nie jest jedno z największych naszych rodzicielskich pragnień, aby nasze dzieci zdrowo i prawidłowo się rozwijały?

Omg…ale się rozpisałam.

Jeszcze na koniec wrócę do książek, bo to przecież blog o książkach, które wybieram dla mojego dziecka i pokazuje je Wam tutaj. Chciałam Wam tylko napisać,że przy wyborze książek dla dzieci nie jestem wstanie się wybierać tych bez fikcji. Jeśli miałabym wybierać tylko takie w duchu Montessori to nie powinnam czytać mojemu dziecku opowieści o Kici Koci, która uczy się jeździć na rowerze, urządza witaminowe przyjęcia dla swoich przyjaciół i segreguje śmieci. Mój syn nie mógłby mieć jego pluszowej Pandy, która razem z nami robi “wszystko”, myje zęby, ubiera się w piżamę, czasami coś przekąsi, przy czym się strasznie wybrudzi i musi wskoczyć do wanny, żeby się wykąpać. Nie moglibyśmy mieć piżamki z Myszką Mickey, Kubusiem Puchatkiem lub z inną postacią z bajki.

Ale wtedy dzieciństwo byłoby pozbawione właśnie tego “czegoś” magicznego, tego co w dzieciństwie jest najfajniejsze, a tego co według mnie znajdujemy w dobrych książkach dla dzieci. Bo samo czytanie książek pobudza wyobraźnie i jest dla magiczne samo w sobie.

Uwielbiam książki dla dzieci i mój syn też uwielbia książki. Ja uwielbiam mu czytać, a on uwielbia słuchać.To jest taki czas tylko dla nas. Czas naszej bliskości, czas magiczny. Czasami przenosimy się w świat fikcyjnych bohaterów i wspólnie marzymy, więc smutno byłoby jakbyśmy nie mieli baśni, bajek i tych wszystkich książek, które mamy na naszej półce, a nie są one przecież w duchu Montessori. Mamy takie, które są odpowiednie dla jego wieku, jego stanu emocjonalnego i które dla niego są interesujące. Na naszej półce z książkami mamy te, które mają mądrą treść, które wzbudzają pozytywne emocje i nie są za bardzo zanurzone w fantastycznym świecie. Książki, w których postaci nie za bardzo przerysowane i mocno oderwane od rzeczywistości. Znam dobrze swoje dziecko i wiem, że Antek jest bardzo wrażliwym dzieckiem. Wiem, co wzbudza w nim lęk i niepokój. Co może mu się podobać, a co nie. Obserwuję go, jestem blisko i widzę jak reaguje na różne sytuacje. Ale nie chce pozbawiać go tej dziecięcej wyobraźni, którą rozwijają czytane książki. Dlatego nie wzbraniam się od pięknych baśni i książek, w których i owszem występują fikcyjne postacie, ale które opowiadają o przygodach zwierzątek i ludzi, które mają mądry przekaz i piękne ilustracje.

Postcriptum

O metodzie Montessori i Rodzicielstwie Bliskości napiszę chyba kiedyś oddzielnego posta, bo mam sporo przemyśleń na temat obu.

Karta katalogowa (jak w bibliotece) 

Tytuł: Was ist das? Die Tiere

Wydawnictwo: Schwager & Steinlein Verlag

Rok wydania: 2018 

Kategoria wiekowa: 1+

Uwagi: Mały format, kartonowe stron, piękne zdjęcia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *