“Feluś i Gucio idą do przedszkola”, czyli w dalszym ciągu oswajamy się z tym tematem.

Pierwsze dni w przedszkolu, a raczej w “kita” (odpowiednik polskiego żłobka) już za nami.Ale nie napiszę, że jest super i adaptacja “idzie jak z płatka”,bo tak nie jest.

Pierwszy tydzień był bardzo dobry (pisałam tutaj o naszych przygotowaniach i pierwszych dniach adaptacji). Pod koniec pierwszego tygodnia Antoś został nawet sam na 2 godziny, nie płakał i zjadł ze smakiem obiad “mittag essen”. Bardzo mu się podobało. Jednak następny tydzień przechorował w domu. A teraz po tej dłuższej przerwie i po tym pierwszym tygodniu euforii nastał bardzo trudny dla nas czas.

Dlaczego tak się stało?!

Wydaje mi się, że mój syn zorientował się,że to nie jest już zabawa na chwilę. Antek zrozumiał,że musi zostać sam bez mamy, pod opieką nieznanych mu osób i w otoczeniu obcych dzieci,z którymi jeszcze się nie dogaduje. Dodatkowo w miejscu innym niż dom, który tak dobrze zna i może w nim robić wszystko to co mu się podoba (czytaj:na co matka pozwala).  W miejscu, w którym panują inne zasady niż w domu. Zabawkami trzeba się dzielić z innymi dziećmi, albo należy poczekać na swoją kolej, a zajęcia w przedszkolu już tak nie zachwycają jak w tych pierwszych dniach. Tak, do mojego dziecka dotarło, że to nie jest chwilowa zmiana tylko początek nowego i jeszcze bardzo, bardzo trudnego do zaakceptowania dla niego etapu w jego życiu.

Najtrudniejsze są dla nas pożegnania, bo w tym czasie jest dużo płaczu,nerwów i pytań w mojej głowie, czy aby na pewno dobrze robię posyłając go tak wcześnie do przedszkola. Codziennie próbujemy jakoś złagodzić ten bunt, złość i histerię. Ale nadal nie mamy jeszcze idealnego na to sposobu. Dajemy sobie czas i szukamy własnego złotego środka. Każde dziecko jest inne, dobrze zdaję sobie z tego sprawę. Każde dziecko we właściwy dla siebie sposób reaguje na nowe nieznane jeszcze dla niego stresujące sytuacje.Dlatego nie ma jednej metody, aby przejść łagodnie adaptację do przedszkola. Co z tego, że czytam co radzą inni rodzice, którzy mają to już za sobą, albo psychologowie, których zdania też są na ten temat podzielone. Jedni twierdzą, że podczas adaptacji należy szybko żegnać się z dzieckiem, a inni mówią, żeby zostać jak najdłużej i wysłuchać dziecka. Nie ma jednej sprawdzonej metody, więc my szukamy swojego sposobu, aby ten trudny czas przejść z jak najmniejszym bólem. Wydaje mi się, że każdy w porozumieniu i współpracy z opiekunami w przedszkolu i własnymi przekonaniami, musi znaleźć własny sposób na oswojenie się dziecka z tą sytuacją. Możliwe, że jak skończy się już ten czas adaptacji to będę miała jakieś większe przemyślenia na ten temat, ale dzisiaj “sorry”, ale nic więcej nie napiszę.

Po prostu – my wciąż oswajamy się z tą nową sytuacją, która nie jest łatwa zarówno dla mojego syna jak i dla mnie-mamy. Jutro kolejny dzień, w którym musimy oboje pokonać nasze słabości. Mam nadzieję,że z każdym dniem będzie trochę łatwiej i coraz lepiej.

Jednak pozostając w temacie przygotowań do przedszkola, dzisiaj mam dla Was książkę, która służyła nam pomocą w trakcie tego trudnego okresu adaptacyjnego. Pomagała nam zrozumieć pewne zachowania i wyjaśnić sytuację, w której teraz znajdujemy się. Książka “Feluś i Gucio idą do przedszkola” jest oczywiście dobrą propozycją do czytania wszystkim dzieciom przygotowującym się do pójścia przedszkola czy żłobka na kilka tygodni przed. Chociaż teraz, kiedy mamy te gorsze momenty podczas adaptacji “Feluś…” przychodzi nam również z pomocą.

Dlaczego ta książka jest idealna na ten czas?

Bo nie idealizuje przedszkola. Nie przedstawia tej placówki jako miejsca idealnego, w którym dzieci tylko bawią się, śpiewają, tańczą i zawsze jest w nim wesoło. Co dla nas jest tak ważne, ta książka pokazuje też trudniejsze momenty, które spotykają też nas w przedszkolu. Idealnie zostało przedstawione to z czym właśnie teraz my mamy problemy. Felusiowi – głównemu bohaterowi też jest bardzo ciężko pożegnać się z mamą w szatni, płacze bo tęskni za domem i robi mu się smutno kiedy się uderzy czy ktoś mu dokucza. To normalne, tęsknota za mamą, czy pierwsze konflikty są nieuniknione. Chociaż w książce zdecydowanie przeważają te dobre momenty, to cieszę się,że ukazane zostały też te problemy, z którymi dziećmi spotykają się w czasie pierwszych dni w przedszkolu.

Ciepłe i piękne ilustracje zawierają wiele pozytywnych emocji, które wprowadzają element radości i spokoju na twarzy mojego dziecka podczas wspólnego czytania. Czytałam tą książkę Antosiowi jeszcze przed jego pójściem przedszkola, żeby wprowadzić go w tej nowy dla niego temat. Razem z “Felusiem i Guciem” przygotowywaliśmy się do tego pierwszego dnia, pakowaliśmy plecak i czerwono-niebieskie worki z rzeczami do żłobka. Wspólnie zaglądaliśmy do szatni i sali przedszkola, do którego wybrał się tytułowy bohater książki ze swoim przyjacielem Guciem – ulubionym misiem. Dzięki tej książce w ciekawy dla mojego dwulatka sposób mogłam zobrazować to miejsce, do którego będzie chodził. Traf chciał, że akurat Antkowe przedszkole wygląda bardzo podobnie do tego przedstawionego w książce. Ta publikacja pomogły mi wyjaśnić co będzie mógł robić w przedszkolu, kogo tam będzie mógł spotkać i jakie sytuacje mogą się zdarzyć.

Tytułowy bohater to chłopiec o rok starszy od mojego syna, który rozpoczyna właśnie przygodę z przedszkolem. Utożsamiamy się z bohaterami książki bo spotykają się z tymi samymi trudnościami co my. Ta książka, pomaga mi – matce w rozpoczęciu rozmowy z moim synem. Bo nie łatwo rozmawiać z tak małym dzieckiem o tym co czuje. A w książce trzyletni chłopiec w pierwszej osobie opowiada co się dzieje w jego przedszkolu i jak się z tym czuje. Czytając tę książkę pytam o uczucia i zachowania mojego syna, zaczynam opowiadać o tych wszystkich trudnościach i przeżyciach, których my teraz doświadczamy. Myślę,że to nam dużo daje. Ten trudny temat jest zdecydowanie łatwiej poruszyć z dzieckiem na przykładzie bohaterów książki, z którymi możemy się utożsamić. Tym bardziej, że Antek jeszcze za dużo nie mówi, ale naprawdę uważnie słucha, przytula i wiele rozumie. Codziennie staram się dużo mówić o przedszkolu, podkreślać z zachwytem te momenty, które były dla niego fajne i wydarzenia, które mu się podobały. Natomiast na spokojnie tłumaczyć te sytuacje, które wzbudzały u niego złe emocje.

Postscriptum

Podsumowując polecam gorąco to książkę wszystkim rodzicom dla dzieci, które przygotowują się do pójścia do przedszkola/żłobka. Jest prawdziwa, nie przedstawia idealnego przedszkola, bo takiego nie ma. W przedszkolu, nie zawsze jest wesoło i dobrze mieć ze sobą “wsparcie z domu”, takiego towarzysza Gucia, którego można zabrać ze sobą. Podobnie jest i u nas, Antoś wspólnie ze swoją pandą stawia czoła nowym wyzwaniom i uczy się radzić sobie w tych trudnych sytuacjach, które niewątpliwe też się zdarzają.

A dla rodziców polecam książkę “Akcja adaptacja.Jak pomóc dziecku i sobie w zaprzyjaźneniu się z przedszkolem.” Agnieszki Stein. Mi osobiście bardzo pomogła przejść ten niełatwy okres adaptacji mojego dziecka z przedszkolem.

 

Karta katalogowa (jak w bibliotece)

Tytuł: Feluś i Gucio idą do przedszkola

Autor: Katarzyna Kozłowska

Ilustracje: Marianna Schoett

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Rok wydania: 2018

Kategoria wiekowa: 3-6 lat

Uwagi: kartonowe strony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *