Razem z Puciem idziemy do przedszkola, czyli nasza akcja-adaptacja.

Dzisiaj chciałam się podzielić z Wami tym, co nam pomogło i wciąż pomaga w oswajaniu się z tą wielką zmianą jaką było pójście Antka do przedszkola. Już od kilku dni trwa przygoda z przedszkolem, tutaj w Niemczech, to w zasadzie z tzw. kita, czyli odpowiednikiem polskiego zespołu przedszkolno-żłobkowego. Podjęliśmy z tatą Antosia decyzję, że chcielibyśmy, aby nasz syn jak najszybciej poszedł do niemieckiego przedszkola (przynajmniej na kilka godzin dziennie). Jednak “chcieć, a móc” nie zawsze oznacza to samo.  Jak się okazało znaleźć wolne miejsce w kita w Berlinie jest bardzo, bardzo ciężko. Tym trudniej, jest je dostać, jeśli  tak jak my, nie brało się udziału we wcześniejszych rekrutacjach, które są przeprowadzane na dwa lata wcześniej. Sytuacja dotycząca miejsc w żłobkach i przedszkolach od jakiegoś czasu jest dramatyczna, trąbią o tych w lokalnych gazetach i telewizji. Zdesperowani rodzice wychodzą na ulice i protestują o braku możliwości zapewnienia miejsc opieki dziennej ich dzieciom przez władze miasta. Z tego co dowiedziałam się od innych mam, to zwykle od razu po urodzeniu rodzice meldują dzieci do przedszkola, zapisują na listy oczekujących, ale to nie zawsze oznacza, że mają zapewnione miejsce w placówce, na której najbardziej im zależało. My w sierpniu postanowiliśmy spróbować “powalczyć” o miejsce dla Antka w przedszkolu. Wysłaliśmy jakieś 30 listów motywacyjnych (serio!) Przygotowaliśmy kilka zdań o nas i naszym dziecku. Opisaliśmy naszą sytuację życiową i dobraliśmy odpowiednie zdjęcia. I nie przesadziłam z tym określeniem “motywacyjny”, bo wyglądało to prawie jak aplikacja o pracę.  Tak przygotowane listy wysłaliśmy do wszystkich przedszkoli w naszej dzielnicy.

I co dalej?!

Tylko kilka przedszkoli odezwało się, że niestety, ale nie mają wolnych miejsc, a ich listy oczekujące są już zapełnione. Dopiero po jakimś miesiącu od daty wysłania, jedna placówka odpowiedziała, że szczęśliwym trafem zwalnia im się akurat miejsce (chłopiec w wieku Antka odchodzi) i mogą przyjąć naszego syna do ich najmłodszej grupy (0-3 lat) i to od listopada 2018!!!

Huuurrrraaaaa, to się nazywa “mieć szczęście”!!!

Teraz kiedy piszę ten wpis to jesteśmy w trakcie adaptacji do przedszkola. Wiem, jak trudny to jest moment w życiu rodzica i dziecka. Dlatego chcę się z Wami podzielić, jak to u nas było z tym przygotowaniem się do tej ważnej zmiany w naszym życiu (nie tylko w Antka, ale moim również).

Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Czytałam dużo i chciałam też sama jakoś się do tego przygotować. Już sama decyzja o posłaniu naszego syna do niemieckiego przedszkola była dla nas trudna, a co dopiero ta cała adaptacja. To duże wyzwanie dla naszej całej rodziny. Nas syn skończył miesiąc temu dwa lata i dostał się do grupy żłobkowej. Uwierzcie, ale dla mnie matki było to mega trudne do oswojenia się z pewnymi myślami. Czas szybko płynie, przecież on się nie dawno urodził się, a teraz już idzie do przedszkola. Nie będzie już spędzał całych dni ze mną, tylko te kilka godzin będzie pod opiekom innych osób, których dobrze ja nie znam, a co dopiero moje dziecko. Ach, wiele pytań i wątpliwości jako matka miałam podejmując tą decyzję. Z jednej strony wiedziałam, że ta decyzja, którą podjęliśmy jest dobra, zarówno dla mnie, męża jak i dla naszego syna, ponieważ on coraz więcej potrzebuje zainteresowania, coraz więcej chce się uczyć, bardzo lubi przebywać z innymi dziećmi, a ja w domu już nie jestem wstanie mu zapewnić tylu atrakcji. Najwięcej obaw miałam jednak z tym, jak Antek nie poradzi sobie z językiem, czyli z rozumieniem i dogadywaniem się z opiekunkami i z innymi dziećmi. W grupie ma młodsze dzieci, ale też starsze, które już mówią i to po niemiecku, a on jeszcze za bardzo nie umie mówić po polsku, dopiero zaczyna wymawiać pierwsze słowa i łączyć ze sobą wyrazy, a co dopiero zrozumieć ten okropny “germański” język. Oto właściwie najbardziej się martwiłam, że po niemiecku jeszcze nic “nie kuma”, będą do niego mówić, a on nie będzie nic rozumiał.

A tak naprawdę to, miałam też dużo innych obaw i sama przeżywałam bardzo ten moment “pójścia do przedszkola”. Nadal przeżywam, ale już się tak bardzo nie boję. Za nami pierwszy tydzień die Eingewöhnung, czyli aklimatyzacji i muszę przyznać, że nie jest tak źle. Naprawdę Antoś dobrze zaczął. Panie w przedszkolu aż się dziwią, że to nie jest normalne, że moje dziecko tak świetnie tą adaptację przechodzi. Jak narazie wszystko mu się podoba (mi mamie też). Z dużym entuzjazmem chodzimy rano do przedszkola. Narazie na 1-2 godziny dziennie więc powoli, wręcz bardzo powoli dostosowujemy się do tych nowych okoliczności. Uczymy się nowych zwyczajów, radzimy sobie z emocjami i przygotowujemy się do tej wielkiej zmiany w naszym życiu. Niedługo Antek będzie musiał zostać sam w przedszkolu. 

Chciałam napisać, co nam w tych trudnych początkach pomogło…

Jeszcze na kilka tygodni przed pójściem do przedszkola zaczęłam pokazywać i czytać mojemu synowi książeczki o przedszkolu. Oprócz czytania, bardzo dużo w domu rozmawialiśmy o przedszkolu, o paniach (w grupie Antka są 4 opiekunki-kobiety), które zajmują się tam dziećmi i o innych kolegach i koleżankach. Przekonywałam go, że będzie się tam mógł też bawić, ale też będzie uczył się nowych rzeczy. Często chodziliśmy na place zabaw, przebywaliśmy w towarzystwie innych dzieci, bawiliśmy się i uczyliśmy dzielić naszymi zabawkami. Ale przede wszystkim wspieraliśmy naszą akcję-adaptację czytaniem książek w tym temacie. Tak wyglądała, nasza biblioteczka sprzed kilku ostatnich tygodni.

Dzisiaj chciałam podzielić się z Wami książką z serii o “Puciu…”. Do tej pory ukazały się już cztery części, wszystkie mamy, ale tylko dwie narazie są u nas w codziennym użyciu. Myślę, że narazie tylko te dwie, wydane jako pierwsze z serii: “Pucio mówi pierwsze słowa” i “Pucio uczy się mówić” są odpowiednie dla mojego syna, reszta czeka na swoją kolej w szafie.  Od niedawna zaczęliśmy coraz chętniej go głośno czytać, oglądać i uczyć się razem z nim mówić. Przyznam Wam, że pierwsza część przygód Pucia musiała u nas swoje odczekać.  Antoś dostał obie książki ją jak skończył rok, ale początkowo nie darzył ich wielką sympatią. Co więcej nawet bał się niektórych dźwięków, przy których zamykał książkę szybko książkę i zaczynał płakać. Oczywiście schowałam je i po jakimś czasie pokazałam mu je ponownie. Dzisiaj nie ma dnia, żeby mój syn nie zajrzał do książek o Puciu.

Piszę dzisiaj o tej z niebieską okładką “Pucio mówi pierwsze słowa”, bo jest ona jedną z kilku publikacji, które pomogły nam nie tylko w stawianiu pierwszych kroków w nauce mówienia, ale też były dobrym wprowadzeniem do tematu przedszkola.

Dlaczego?!

Pucio to chłopiec, z którym może utożsamić się mój syn bo jest w podobnym wieku. Pucio ma bardzo fajną wesołą rodzinę. Antek nie ma siostry, ani “Bobo”, ale oczywiście ma mamę, tatę, babcię, dziadka, ciocię, wujka, a wraz z nimi ma wiele przygód. Ta krótka historia Pucia i jego rodziny, przedstawia proste, codzienne sytuacje, w których my odnajdujemy wiele podobieństw z naszego codziennego życia. Pucio rano wstaje, ubiera się z pomocą mamy, je śniadanie z rodziną, idzie do przedszkola, bawi się z innymi dziećmi na placu zabaw,wracając do domu robi z mamą zakupy itd. Robi wszystko to co my,czyli bardzo podobnie wyglądają  nasze dni w tygodniu.

Dzięki takiej analogii do naszej obecnej sytuacji, byłam wstanie więcej wytłumaczyć i pokazać mojemu dziecku. Tłumaczyłam, że Pucio rano wstaje, je śniadanie… śpieszy się do przedszkola, gdzie pani na niego już czeka, tak jak na nas codziennie czeka Simona przy drzwiach…

Poza tym dzięki, pięknym ilustracjom mogłam pokazać mojemu dziecku, jak wygląda przedszkole, że zawsze są tam dzieci, zabawki, klocki, auta i wiele, wiele innych rzeczy, które po skończonej zabawie trzeba posprzątać. Razem z Puciem mogliśmy wyobrazić sobie to miejsce,w którym Antek będzie spędzał czas w ciagu dnia. Z ciekawością obserwowaliśmy kolejne strony książki, na których dużo się działo. Na podstawie tych kilku ilustracji i tekstu, bazowałam prowadząc rozmowy z synem, o tym co na niego czeka za pewien czas. Widziałam, że bardzo mu się podobały te historie, opowiedziane prostymi, krótkimi zdaniami, w sam raz pasującymi do sytuacji i miejsca.

Jeszcze kilka słów o całej serii jaką jest “Pucio…”. Jest przeznaczona, dla najmłodszych czytelników (słuchaczy), ale również nieco starszych dzieci, które mają problemy z rozwojem mowy. Książki zawierają bardzo dużo wyrażeń dźwiękonaśladowczych i samogłosek, które powinny być używane już przez roczne dziecko (!!!ale proszę nie przywiązujcie do tego dużej uwagi, pamiętajcie, że każde dziecko jest inne i w różnym wieku opanowuje naukę mówienia). Dla przykładu, pisałam wcześniej, że ta książka stała się odpowiednia dla nas dopiero teraz – Antek ma 2 lata.

Na rynku wydawniczym są dostępne już cztery z tej serii. Wszystkie zostały stworzone przez logopedę i pedagoga dziecięcego Dr n. hum. Martę Galewską-Kustrę i mają za zadanie w naturalny sposób wspierać rozwój mowy u dzieci, więc nie przyśpieszajcie, jeśli Wasze dzieci nie są jeszcze na to gotowe.

Ta część przygód Pucia, o której piszę dzisiaj skoncentrowana jest na pierwszych słowach takich, których dzieci uczą się używania i rozumienia w pierwszym, drugim, a czasami w trzecim roku życia. Znam dzieci w jego wieku i młodsze, które już bardzo dużo mówią. Mój dwulatek zaczyna dopiero łączyć słowa i odpowiadać na proste pytania, zatem zaczyna posługiwać się dopiero bardzo prostymi zdaniami. I jest to w normie.

Cała seria z wydawnictwa Nasza Księgarnia jest bardzo pięknie wydana, prosta w formie i wzbogacona pięknymi ilustracjami Joanny Kłos – absolwentki ASP w Krakowie.

Dodatkowo na każdej stronie, obok głównej ilustracji i tekstu znajdują się w ramkach rysunki wraz z podpisami, o które można pytać dziecko, oczekując od niego odpowiedzi. W ten sposób można sprawdzić, czy dziecko rozumie wszystkie wyrazy i czy potrafi samodzielnie nazywać wskazane przedmioty czy czynności. Ta książka to nie tylko ciekawa opowieść, ale również zestaw wielu ćwiczeń logopedycznych pomagających w nauce mówienia. Dodatkowo autorka w książce, umieściła cenne uwagi dla nas – rodziców, tak żebyśmy nie wymagali za wiele od naszych pociech, bo na niektóre umiejętności, dotyczące poprawnej wymowy, przyjdzie jeszcze czas.

Podsumowując, ta książka nie tylko uczy mówienia, ale wzbudza ciekawość dziecka i zachęca do wspólnej zabawy w odnajdywanie, nazywanie przedmiotów i czynności wykonywanych przez bohaterów oraz utożsamianie się z nimi.

Wracając do akcji adaptacji w przedszkolu (sorry, miał to być wpis tylko o adaptacji), to jeszcze podzielę się z Wami kilkoma moimi spostrzeżeniami po tym pierwszym tygodniu.

Po pierwsze dajcie sobie czas. Obserwujcie, rozmawiajcie i miejcie dla siebie dużo czasu na oswojenie się z tą zmianą. Po drugie, dużo wcześniej wprowadzajcie temat przedszkola. Rozmawiajcie, czytajcie książki, oglądajcie obrazki, odtwarzajcie sytuacje w domu na placach zabaw, tak aby wcześniej przygotować się do pójścia do przedszkola. Po trzecie i to najważniejsze, zaufajcie sobie, że to była Wasza dobra decyzja i zaufajcie dziecku, że da sobie radę.

A na koniec jeszcze mała dygresja…

Ja ostatnio zauważyłam, że moje dziecko ma fazę na obserwowanie i naśladowanie nas. Ono po prostu zaczyna robić wszystko to co my.  Patrzy, naśladuje i powtarza. I taka jest prawda, że w ten sposób małe dzieci najwięcej uczą się. Antek ostatnio, nie tylko przy każdym posiłku wnikliwe obserwuje co mamy na talerzu (to, że musi mieć to samo to wiadomo), ale przygląda się w jaki sposób trzymam szklankę, jakim widelcem je tata. Dziecko patrzy nas “non stop”, pamiętajcie o tym!!!Dziecko patrzy nas nawet wtedy, kiedy tego nie widzimy.

Banalne, ale jakie było to dla mnie pomocne odkrycie, które dało mi pewien spokój. Uspokoiłam się, że w przedszkolu Antek nie rozumiejąc nawet języka mówionego, będzie obserwował inne dzieci i powtarzał to co robią. Będzie początkowo dogadywał się używając najstarszego, najbardziej wiarygodnego i uniwersalnego języka na świecie – mowy ciała. Jako matka jestem spokojniejsza. Codziennie przyglądam się mu jak daje sobie radę w tych pierwszych dniach w przedszkolu. Jest rzeczywiście doskonałym obserwatorem, patrzy na inne dzieci, opiekunki i powtarza ich zachowania, gesty, miny, odczytuje mowę ich ciała i naśladuje je. Cieszę się, jak widzę, że sam sobie świetnie radzi, bawi się wspólnie z innymi dziećmi, wychodzi do ogrodu na plac zabaw niezdarnie, ale samodzielnie próbując założyć sobie buty, kurtkę i czapkę. Korzysta z toalety, je wspólnie posiłek z resztą dzieci w grupie. Nie rozumie ani słowa, a doskonale sobie radzi. Ten pierwszy tydzień adaptacji przyniósł mi wielką ulgę (tak się bałam) i dał mi nadzieję, że i mój syn poradzi sobie w tej nowej sytuacji jaką jest przedszkole lepiej niż myślałam.

Repost: Antka adaptacja do przedszkola trwała dobrych kilka tygodni. Początkowo przez pierwsze dni zostawałam z nim w sali na kilkanaście, kilkadziesiąt minut. W drugim, a nawet w trzecim tygodniu wychodziłam już na kilka minut zostawiając go samego z paniami, ale za każdym razem ważne było to, abym powiedziała dziecku, że wychodzę np. do toalety i zapewniła, że za chwilę wrócę. Nie było czegoś takiego, że nagle mama znikała, kiedy dziecko zajęło się zabawą. Za każdym razem musiałam się pożegnać i powiedzieć, że zaraz wrócę. W kolejnych dniach czas mojego wyjścia z sali był wydłużany. Po 4 tygodniach Antek został na 2,5 godziny sam w przedszkolu, a po jakimś miesiącu udało się z pierwszą drzemką w przedszkolu. Tak mniej więcej wyglądała ta nasza adaptacja do przedszkola. Każda pewnie jest inna, a jej długość zależy od przyjętych reguł w przedszkolu, od opiekunów, rodziców, a przede wszystkim od dziecka. Życzę Wam, żeby Wasze dzieci też miały taką możliwość przejścia w miarę jak najłatwiejszy dla nich sposób tego trudnego w ich życiu okresu.

Postscriptum 

Z serii przygód Pucia, ukazały się już cztery książki: “Pucio uczy się mówić”, “Pucio mówi pierwsze słowa”, “Pucio i ćwiczenia z mówienia” oraz “Pucio na wakacjach”.

Dwie pierwsze pozycje są przeznaczone dla dzieci, które dopiero zaczynają uczyć się mówić. Trzeci i czwarty tom przygód Pucia to książki, które mają na celu wzbogacanie zasobu słów u starszych dzieci. Posłużą do nauki poprawnego tworzenia bardziej złożonych zdań, stosowania podstawowych reguł gramatyki, takich jak odmiana rzeczownika i czasownika. 



Karta katalogowa (jak w bibliotece)

Tytuł: Pucio mówi pierwsze słowa.

Autor: Marta Galewska-Kustra

Ilustracje: Joanna Kłos

Wydawnictwo: Nasza księgarnia

Rok wydania: 2016

Kategoria wiekowa: od 0-6 lat

Uwagi: duży format; kartonowe strony; proste ilustracje.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *