Wakacje w Grecji, czyli Rodos last minute.

Dzisiaj za oknem zimno, szaro i pada deszcz. Jesienna chandra i mnie dopadła. To dobry czas, aby otworzyć album z wakacji i przypomnieć sobie jak było słonecznie i ciepło w Grecji…

To dobry czas, aby nadrobić blogowe zaległości,bo jestem “tylko” jakieś pół roku do tyłu 😉 Obiecuję sobie,że do grudnia nadrobię!!!

To były nasze pierwsze wakacje “last minute” i to pierwsze najszybciej zarezerowane wakacje ever!!!W piątek po południu wykupiliśmy wycieczkę, a w niedzielę siedziliśmy już w samolocie. W zasadzie urlop w pracy mój mąż miał zaplanowany na pierwsze 2 tygodnie czerwca z możliwością ewentualnego przesunięcia o kilka dni w jedną lub drugą stronę. Ale do końca, nie wiedzieliśmy dokąd chcemy w tym roku polecieć. Postanowiliśmy nie szukać niczego na własną rękę dużo wcześniej, tylko znaleźć tzw. zorganizowaną wycieczkę. Od jakiegoś czasu na kilku polecanych, niemieckich stronach śledziliśmy oferty różnych biur podróży. Nie jesteśmy zwolennikami zorganizowanych wakacji, bo z tymi wycieczkami z biur podróży, zawsze jest jakieś “ale”. Zwlekaliśmy długo z rezerwacją, bo nic ciekawego, ani w odpowiadającej nam cenie w ofertach na czerwiec po prostu nie było. Zbliżał się początek czerwca, a my nadal nie mieliśmy nic zarezerwowanego, ale też jakoś specjalnie dużego “ciśnienia” też nie mieliśmy. Tegoroczny urlop mieliśmy podzielony na 3 części, a że 2/3 urlopu było już zaplanowane, to wakacje w czerwcu miały być tylko dodatkowym bunusem. W lipcu zaplanowany mieliśmy już tydzień w Mediolanie, ponieważ Adam ze swojego Coloptu miał zajęcia na uniwersytecie, to postanowiliśmy polecieć razem z nim. Natomiast w sierpniu mieliśmy zarezerwowane wakacje nad Bałtykiem. Dlatego stwierdziliśmy, że jak nic nie znajdziemy ciekawego na urlop w czerwcu, to najwyżej pakujemy walizki i lecimy na nasz mały rodos, czyli na rodzinny ogród działkowy ogrodzony siatką na Pasku (miejscowość pod Warszawą,w której mieszkają moi rodzice) i też będzie fajnie.

Szukając zorganizowanych wycieczek w internecie nie mieliśmy dużych oczekiwań. Przede wszystkim celowaliśmy w Europę (tak, żeby lot trwał max 3-4h) i szukaliśmy hotelu z fajną ofertą dla dzieci. To chyba były dwa najważniejsze kryteria, na których najbardziej nam zależało. Oczywiście dobrze byłoby,żeby hotel był blisko plaży i miał te 4****. Wydaje mi się, że te czasy super LAST MINUTE już dawno minęły i nie da się z dnia na dzień znaleźć wymarzonej oferty w mega niskiej cenie. My nie znaleźliśmy nic,aż do piątku, czyli do ostatniego dnia przed planowanym urlopem mojego męża. W piątek popołudniu znalaźliśmy ciekawą ofertę na Rodos, tylko już ten grecki 😉 Była to oferta 7 -dniowego urlopu z wylotem z lotniska Schonefeld. I w sumie ta oferta wszystko miała, na czym nam zależało. Hotel przyjazny rodzinom z dziećmi (all inclusive) i nawet cena się zgadzała. Ale jednak po wpisaniu wszystkich wymaganch danych do dokonania płatności w internecie pojawiał się komunikat, że oferta jest już nieaktualna. Próbowaliśmy jeszcze kilka razy, ale żadna z ofert w tym hotelu nie była już dostępna. Ech…“schade”, “tut mir leid” itp.

Odpuściliśmy, czyli pakujemy walizki i jedziemy jednak do Polski.

Tylko, że po kilku godzinach zadzwonił przedstawiciel biura podróży, ze zdziwieniem pytając czy wszystko ok, bo na nasze nazwisko mamy zrobionych kilka rezerwacji, w tym samym hotelu, w tym samym czasie. Mieli jakiś błąd systemu, sporo wyjaśnień i jednak lecimy na Rodos, czyli nasze greckie wakacje z dzieckiem czas start!

Dla Antka jak i dla nas podróż w samolocie była super. Mieliśmy dużo miejsca, linia czarterowa Small Planet jakoś mocno nie była oblegana przez turystów z Niemiec, więć może 1/3 samolotu była zajęta. Po 3,5h wylądowaliśmy na lotnisku w Paradisi, znajdującym się na północy wyspy.

Hotel okazał się naprawdę w porządku. Bardzo duży hotel, położony nad samym morzem z dostępem do prywatnej, kamienistej plaży. Znajdował się w bliskiej odległości od lotniska, co dla jednych mogłoby być minusem, bo samoloty nad hotelem słychać było kilkanaście razy dziennie, to nam jakoś bardzo to nie sprawiało problemu, a wręcz przeciwnie, przynajmniej Antek miał dodatkowe atrakcje, bo za każdym razem cieszył się widząc na niebie przelatujący samolot.

Hotel z prywatną plażą, jak na standard czterogwiazdkowego hotelu w Grecji (należy wiedzieć, że w Grecji jest trochę niższy standard hoteli niż w innych krajach europejskich) był naprawdę przyzwoity. Cały kompleks, składał się z kilku budynków, kilkunastu basenów, trzech placów zabaw, kilku restauracji i barów oraz aquaparku z atrakcjami wodnymi dla wszystkich gości. Naszemu dziecku oczywiście najbardziej podobały się baseny z płytką i ciepłą wodą, z których wcale nie chciał wychodzić.

 

Jak wspomniałam hotel posiadał kilka restauracji, zlokalizowanych w różnych częściach kompleksu, więc jak Antek był głodny, z tą jego ochotą na jedzenie nigdy nic nie wiadomo, to zawsze mieliśmy, którąś z knajp w pobliżu. To ogromna wygoda na wakacjach z dzieckiem, bo z tym jedzeniem szczególnie na wyjazdach różnie bywa.  A jeszcze bardziej doceniasz opcję all inclusive, jak nie ma limitu na ciasto czekoladowe, a Twoje dziecko na co dzień wychowywane bez cukru na wakacjach poznaje smak czekolady i zachowuje się jak mały prymityw. Antkowi tak posmakowało brownie czekoladowe, że potrafił dobijać się nawet do zamkniętej resturacji w poszukiwaniu kolejnej porcji tego placka. Wtedy zrozumieliśmy,dlaczego wycieczki typu “all inclusive” są tak popularną opcją wśród rodziców z dziećmi. Oczywiście, zależy kto i co lubi.  Dla nas tydzień w takim hotelu to chyba i tak był max, bo nie należy do tych osób, które lubią siedzieć w jednym miejscu.

Jest też jakaś alternatywa, zawsze jak masz już dosyć “siedzenia w jednym miejscu”  to wypożyczysz na miejscu samochód i jedziesz pozwiedzać wypę. Tak też zrobiliśmy. Spokojnie w ciągu jednego dnia można przejechać wyspę z północy na południe i z powrotem. Cała wyspa liczy jakieś 80 km długości, więc nawet z dzieckiem udało nam się odwiedzić kilka innych pięknych plaż i miejscowości. Plaże po wschodniej stronie wyspy według nas były dużo ładniejsze, bardziej piaszczyste ze względu na łagodniejsze wybrzeże i mniej na nich wiało, bo znajdowały się w osłoniętych skałami zatokach.

Podróżując główną drogą, wzdłuż wybrzeża po wschodniej części wyspy, odwiedziliśmy kilka malowniczych zatoczek. Jedną z nich była zatoka Anthonego Quinna, gdzie kręcony był film nominowany do Oscara Działa Nawarony. Znajduję się ona w okolicach miejścowości Faliraki. Po wschodniej części wyspy odwiedziliśmy kilka miasteczek, które pamiętają jeszcze czasy starożytne. Miasto Lindos z zachowaną częścią antycznej świątyni Ateny na wzgórzu czy Termy Kalitea, w których term dawno już nie ma, ale zostały odrestaurowane i funkcjonują jako urocze miejsce. Dzisiaj chętnie odwiedzane przez turystów i wybierane jako miejsce idealne na śluby, zaręczyny i inne okolicznościowe przyjęcia.

W ciągu jednego dnia, udało nam się dotrzeć na samo południe wyspy. Do miejscowości Prasonisi, a w zasadzie przylądka, gdzie łączą się dwa morza. Poszliśmy na plażę, która czasami nie istnieje. Dzieje się tak, jeśli piaszczysty pas łączacy wyspę Rodos z tą maleńką wyspą zostanie zalany przez oba morza i wdrapaliśmy się na nie wielkie wzgórze, z którego rozpościerał się piękny widok.

Poza tym Prasonisi to miejsce znane z uprawiania windsurfingu i kitesurfingu, bo zawsze tu wieje i to równo, więc to raj dla tych, którzy uwielbiają sporty wodne.

Kolejny dzień naszego pobytu, poświęciliśmy na wycieczkę do stolicy wyspy – miasta Rodos, oddalonego jakieś 20 km od naszego hotelu. Zrobiliśmy kilka godzinny spacer po starym mieście i zobaczyliśmy największe atrakcje tego miasta. Szukaliśmy miejsca, w którym podobno niegdyś stał słynny kolos z Rodos, posąg uważany za jeden z siedmiu cudów świata. Pospacerowaliśmy po porcie Mandraki, gdzie znajduje się latarnia i charakterystyczne dla tego miejsca wiatraki.

Wdrapaliśmy się na wzgórze z zachowanymi kolumnami dawnego Akropolu i zobaczyliśmy odbudowany starożytny stadion z Odeonem.

Jak widać można też tak podróżować z niespełna dwulatkiem, który dzielnie znosił te wszystkie nasze wędrówki…

Wyspa sama w sobie, jest bardzo ładna i godna zobaczenia, ale też mocno oblegana przez turystów szczególnie w pełni sezonu. My byliśmy na początku czerwca i to był dobry czas na wakacje w Grecji z dzieckiem, bo nie było jeszcze tak wysokich temperatur powietrza, woda w morzu była przyjemnie ciepła, a obecność innych turystów, nie była, aż tak mocno męcząca 😉

Na koniec…
zachod słońca, który po północnej stronie wyspy były całkiem imponujący.

 

Dodaj komentarz