“Berlin is poor but sexy”

“Berlin jest biedny,ale seksowny”, kilka lat temu takiego hasła użyto w jednej z głośnych kampanii reklamowych mających na celu promocję miasta idealnego do zamieszkania oraz prowadzenia biznesu. Jak jest dzisiaj?!Co się zmieniło?!Dlaczego tak nazwano to miasto?!Chciałam napisać tego posta już wcześniej…

Ale zebrałam się dopiero teraz bo musiałam wrócić do lekcji historii (żartuję). Zacznę od tego,że jeszcze kilkanaście lat temu Berlin był miastem,w którym niekoniecznie chcieli mieszkać Niemcy. Był (zresztą nadal jest) bardzo popularnym miastem wśród turystów. Wszyscy go uwielbiali i chętnie odwiedzali, ale już nie koniecznie chcieli tu zostawać na stale. Jakieś 15 lat temu, ówczesny burmistrz Berlina jako pierwszy określił go biednym, ale seksownym, komentując tymi słowami sytuację w mieście.Berlin nie przypominał innych zadbanych, schludnych, czystych miast niemieckich (i nadal nie przypomina), ale co dokładnie miał na myśli?!

Po części twierdził, że nieszczęścia Berlina są konsekwencją zmian strukturalnych związanych z budową muru po II wojnie światowej (1961). Berlin został podzielony przez zwycięskich sojuszników, a wiele firm przeniosło swoje biura i fabryki do innych części Niemiec Zachodnich.
Po upadku muru berlińskiego (1989) i zjednoczeniu się Niemiec, miasto pozostawało nadal mało atrakcyjnym miejscem do założenia i prowadzenia firmy.  Zamiast tego było sexy. Przyciągało bohemy, całe grupy artystów, odznaczających się swobodnym trybem życia, które zwabione niskimi czynszami i licznymi opuszczonymi fabrykami, zaczęły tworzyć tutaj swoje studia i miejsca imprezowe według własnych zasad. Ci nowi, modni, ekscentryczni mieszkańcy zarabiali niewiele i płacili niewielkie podatki podatki dla miasta. Dlatego tak zależało władzom miasta, aby przyciągną tutaj większe firmy, które poprawiłyby status finansowy Berlina. Przez lata mówiono o Berlinie, że jest biedny, ponieważ pod względem ekonomicznym na tle innych niemieckich metropolii naprawdę wypadał słabo. Jeszcze w 2015 roku Berlin miał ponad 60 miliardowy dług finansowy, a średnie zarobki w Berlinie były niższe o około 1500 euro niż w innych większych miastach kraju. Nic dziwnego, że rodacy, tak nie lubi Berlina, do którego ciągle trzeba było dokładać z budżetu państwa. Berlin, jako stolica, powodował,że całe Niemcy stawały się biedniejsze. Bez berlińskiego PKB, całe Niemcy miałyby wyższy swój PKB. Ta nieudolność ekonomiczna Berlina była w zasadzie fenomenem, nie znam stolicy państwa, która obniżałaby sytuację finansową swojego kraju.

Wracając do historii, to budowa muru na pewno odcisnęła tu swoje piętno. Uważam, że Berlin nadal jest miastem widocznych kontrastów i różnic, związanych z tym co się działo przed laty. Nadal widać ogromną różnicę między wschodnim a zachodnim Berlinem, chociaż od upadku muru berlińskiego minęło prawie 30 lat.  W samym krajobrazie miasta widać ogromne dysproporcje, a niektóre wschodnie dzielnice Berlina są takie surowe i brzydkie, że przypominają komunistyczne czasy. Wyglądają jakby życie tutaj zatrzymało się w latach 80 XX wieku. Niestety, wiele osób za te dysfunkcje miasta obwinia nie tylko historię, ale przede wszystkim złe zarządzanie miastem oraz fatalną administracje.  Uważam,że Berlin ma jeszcze wiele pozostałości z tego antykapitalistycznego systemu, w którym to kompetencje urzędników oraz wydajność administracji publicznej pozostały na żałosnym, niskim poziomie. Nieudolność berlińskiej administracji widać na każdym kroku. My przecież mieszkamy tu krótko, a da się odczuć,że urzędnicy jakoś się nie przejmują, a wręcz traktują z pogardą swoich mieszkańców. Bo tego co się dzieje na ulicach miasta, nie da się chyba w inny sposób wytłumaczyć.

My osobiście zderzyliśmy się z dysfunkcją systemu oświaty i naborem do KITA. Po pierwsze Berlin nie ma scentralizowanego systemu rekrutacji do żłobków i przedszkoli. Każde przedszkole prowadzi meldunek na własną rękę (Uwaga! Tutaj są normą rekrutacje na 2-3 lata wcześniej, przed planowanym rokiem szkolnym dziecka). Natomiast rodzic ma możliwość zgłosić dziecko do tylu przedszkoli,  ile mu się tylko podoba. Co skutkuje tym, że w przedszkolach nie ma miejsc,listy oczekujące są przepełnione, a jedno dziecko w ten sposób blokuje 10, 20, 30 miejsc w każdym z przedszkoli, o które się ubiegało. Mieszkańców przybywa, a z roku na rok jest coraz ciężej z dostaniem się do przedszkola, a miasto oczywiście nie opracowało do tej pory żadnego rozwiązania.

Przykładów dotyczących dysfunkcji miasta jest mnóstwo. Dla mnie przede wszystkim Berlin wygląda jak rozkopany plac budowy, z którego uciekli pracownicy. Serio, wszędzie jest coś rozkopywane, zaczęte i wydaje się jakby miało takie zostać nieskończone.Wygląda na to, że prace modernizacyjne trwają tu nie miesiącami,a latami. Po prostu nikt się nie śpieszy, na wszystko jest czas. Można się przyzwyczaić, że wszystko langsam, tylko pytam się gdzie ten niemiecki ordnung muss sein?!

Dla przykładu, obserwuje już ponad 2 miesiące prace drogowe przy dworcu Schönewide, które wykazują naprawdę znikomy postęp. Niestety wygląda to jakby czas na tej budowie stanął w miejscu. Nie wiem od kiedy trwa remont tego tunelu przy ulicy Sterndamm, ale cały czas jest nieczynne przejście i przejazd pod torami kolejowymi, co powoduje,że w godzinach szczytu tworzą się okropne korki, więc to wszystko staje się mocno dokuczliwe dla mieszkańców.W Schönewide przy nieczynnym przejściu podziemnym swój tymczasowy dom odnaleźli bezdomni i wieczorami zaczyna tam straszyć, ale jakoś to nikomu to nie przeszkadza.

Jednak chyba najlepszym przykładem tej berlińskiej nieudolności w zarządzaniu jest lotnisko Schönefeld i przekładany już siedmiokrotnie termin otwarcia nowego terminala na nim. Nowy terminal, czyli największy projekt flagowy Berlina ostatnich lat, który kosztował jakieś 50 mln euro miał być oddany do użytku w 2011 roku.  Langsam, langsam…według ostatnich informacji ma zostać otwarty dopiero w 2021 r., czyli dziesięć lat po tym, jak było to zakładane i nikogo z Berlińczyków to już nie dziwi, że data ta po raz kolejny może ulec zmianie. 
W Berlinie może i tylko ten nowo oddany (2006) dworzec Hauptbahnhof wygląda imponująco, jednak reszta dworców pozostawia naprawdę wiele do życzenia, albo straszą. Rozumiem, metro i kolej miejska są tu bardzo stare,ale mamy XXI i naprawdę jest wiele stacji, które są nieprzystosowane dla wózków i osób niepełnosprawnych, a działająca winda to przypadek. Ogólnie Berlin taki jest, wystarczy odejść od ścisłego centrum, a na ulicach jest po prostu brudno, wszędzie leżą śmieci, “kiepy” papierosów i stosy pustych butelek. Tak samo jak z segregacją śmieci, super fajnie,że jest, my stosujemy się do tego. Ale, co z tego jak M. kiedyś zapytał się w swojej pracy o segregacje to większość odpowiedziała “no, co Ty? Jaka segregacja?Nikt w Berlinie nie segreguje śmieci”. Hmm… ok i jak tu ma być czysto??Mnie osobiście, to razi i pewnie będę musiała się przyzwyczaić do takiego Berlina.  Trzeba się po prostu nauczyć funkcjonować w tej stolicy pełnej kontrastów, dysfunkcji, powodujących ciągłe utrudnienia w naszym codziennym życiu.
Oczywiście z sytuacją ekonomiczna Berlina już nie jest tak źle. Od kilku lat zaczęło się wszystko zmieniać, gdy do Berlina zaczęli nadciągać zagraniczni inwestorzy i globalne firmy, takie jak Microsoft czy Google, budując swoje siedziby obok innych niemieckich korporacji przy słynnym bulwarze Unter den Linden. Kolejni nowi inwestorzy zachwyceni atmosferą i kulturą Berlina z powodzeniem zaczęli otwierać tu swoje siedziby. Ta wyjątkowość, multikulturowego Berlina zaczęła przyciągać co raz więcej firm technologicznych i internetowych, które chciały tutaj inwestować swoje pieniądze.  Co za tym idzie coraz więcej młodych i zdolnych ludzi z całego świata, przybywało tu pracować i mieszkać. Bo Berlin to nie tylko interesujące miejsce pracy, ale mnóstwo kreatywnych miejsc i rzeczy do robienia po godzinach.Według brytyjskiego dziennika The Guardian Berlin stał się drugim pod względem wielkości europejskim centrum technologicznym, zaraz po Londynie, a niektórzy twierdzą, że w niedalekiej przyszłości ma szansę nawet go wyprzedzić. Dzisiaj bez wątpienia Berlin można nazwać europejską stolicą start-up-ów. W stolicy Niemiec działa podobno już ponad 2500 firm związanych z nowymi technologiami.  
Na koniec. Mamy same plusy. Miasto się rozwija i inwestuje. Berlin cały czas buduje się i modernizuje stare budynki, aby być lepszy, funkcjonalniejszy i ładniejszy. Mam nadzieję, że z czasem będzie też i czystszy?Albo i nie, niech ten Berlin tak szybko nie zmienia się. Niech może już będzie taki jest. Niech buduje się już w tym swoim “langsam” tempie, bo się do tego przezwyczaiłam i wcale nie czepiam się już tego, że jest taki zaniedbany. Może i na tle innych zachodnich stolic jest biedny, ale za to wciąż pozostaje “sexy” w swojej multikulturowości.

Dodaj komentarz